Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Blog > Komentarze do wpisu
Zosia.

W połowie maja, w niedzielny wieczór, w ogrodzie kotki Lusi pojawił się nowy kot. Gość w dom, więc czym chata bogata...   dostał na powitanie kawał surowej rybki, a od sąsiadki miskę suchych dropsów których jej rozpieszczone koty (Maleństwo i Tośka) nie chciały już jeść. Następnego dnia rano, kot znowu się pokazał i nie wyglądało to na krótką wizytę sąsiedzką, a raczej opanowywanie terytorium. Przekonała się o tym Maleństwo, która jest tu Panią na włościach najważniejszą. To do niej trzy ogrody należą, ona tu prawa ustala. Obcego, w pierwszej chwili wzięła za wyrośniętą nieco wiewiórę, bo ogon to on taki wiewiórczy miał, a nie jak przyzwoity kot. Próbowała zagnać intruza na drzewo, jak to z innymi wiewiórkami robi, ale nie dał się, a nawet opór stawił, czym Maleństwo niemal do załamania nerwowego doprowadził. 

Następnego dnia, w drodze do pracy, Paweł zauważył na sklepie ogłoszenie o zaginionym kocie. Zadzwonił do Kamili, że pewnie ich gość jest zbiegiem, listami gończymi ściganym. Kamila poszła to sprawdzić. List gończy dotyczył kota Norweskiego Leśnego o słowiańskim imieniu Zosia. Zdjęcie uciekinierki było i podobieństwo wyraźne z gościem, do tego ten puchaty ogon. Zastanawiała jednak odległość od domu (około 1 km) i bardzo, bardzo ruchliwa ulica po drodze. Kot zaginął w niedzielę wieczorem i tego samego wieczora był już w ogrodzie kotki Lusi. Chyba tylko to, że dalej jest strzeżony przejazd kolejowy, który dosłownie co parę minut zatrzymuje ruch, sprawiło, że kotka przeprawę przez jezdnię przeżyła. Dalej były ogrody z psami, w tym należący do Miśka (Mordki), któremu kot z życiem nie ujdzie. W końcu co się dziwić, nie na takie wyprawy wikingowie się wyprawiali, a to rasa wikingów podobno była.

Kamila oczywiście od razu zadzwoniła pod wskazany numer z informacją i obietnicą powiadomienia, jak tylko kota zobaczy, a nawet próby pojmania zbiega. Po południu, podczas pracy w ogrodzie wyczuła, że jest obserwowana. Rozejrzała się i zobaczyła parę przenikliwych oczu wpatrujących się w nią. Kot siedział na stole, w ogrodzie sąsiada i obserwował okolicę. Zawołała ją po imieniu - ewidentnie zareagowała, jak nic Zosia uciekinierka. Niestety była wystraszona i nieufna, podejść do płotu nie chciała. Kamila nie zastanawiała się długo. Z przeskoczeniem płotu nie miała problemu, bo wprawy nabrała ganiając Lusię na gigancie. Gorzej było z powrotem przez ten sam płot z kotem pod pachą (sąsiad w pracy, a furtka zamknięta), ale z pomocą przyszła tamtejsza babcia Zuzanki. Kota aresztowano w łazience i zadzwoniono z uprzejmym donosem do opiekunów.

Nie minęły 3 minuty jak stęskniona pani wraz z panem zjawili się pod furtką. Oczywiście nagrody pieniężnej za znalezienie kota nie przyjęto. Państwo pojechali z kotką prosto do weta i wieczorem przyjechali ponownie z ogromną torbą słodyczy (ku uciesze Zuzanki). Zosia na szczęście okazała się zdrowa - poza zdartymi opuszkami, paroma kleszczami i kołtunami na brzuchu nic jej nie było po trzech dniach tułaczki.

Po zabraniu Zosi, w ogrodach wszystko wróciło do normy - Maleństwo doszła do równowagi psychicznej po przeżytej traumie.

Kotka Lusia, całe wydarzenie przespała i o aresztantce pojęcia nie miała.

***

My na Dolnym śląsku też w tym czasie pracowaliśmy na działce.

Każdy miał odpowiedzialne zadanie, które wykonywał bardzo rzetelnie i co, mimo zapracowania udało się udokumentować.



 

 

Ps.

 

ZAGUBIŁA się w Bieszczadach

  

wtorek, 04 czerwca 2013, darmozjady
Tagi: koty

Polecane wpisy

  • Nikt się nie obijał.

    Kiedy nie było nas na blogu, uczciwie pracowaliśmy na działce. Nikt się nie obijał. Każdy miał swoje odpowiedzialne zadanie. Pierwsze co zrobiliśmy, to wymiana

  • Wiosna w pełni.

    Śnieg na działkach stopniał i trzeba było szybko uprzątać liście,któreprzywiało z lasu. Zajęło mi to trzy dni - widać starzeję się, albo było ich więcej niż zwy

  • Spotkania na spacerze.

    Nieśmiałej nie było kolejny dzień i Śmiałek zupełnie się załamał. Nie wyszedł się przywitać, siedział na działce i czekał. Bolek zna ten ból, bo Tośka robi mu t

  • KOTY OPANOWAŁY PAŁAC PREZYDENCKI.

  • O rany!

    Ależ sobie zrobiłam krzywdę! Z własnej głupoty i lenistwa. Zadarła mi się skórka przy paznokciu na paluchu na stopie, a nie chciało mi się wstać po cążki, więc

Komentarze
wilddzik
2013/06/04 12:38:34
Jaka pozytywna historia z Zosią, dobrze że kotka i właściciele się odnaleźli, wyobrażam sobie tą radość :-)
A działkowi pomocnicy sprawują się świetnie, Bolka można stosować zamiast walca - wałuje ziemię aż miło :-))) Głaski dla wszystkich podopiecznych i pozdrowienia dla Pani, miło znów Panią czytać :-)
-
jasna8
2013/06/04 12:38:46
Co za historia, dobrze, że tak się skończyła szybkim odnalezieniem :-)
-
2013/06/04 13:20:15
wilddzik;
Podobno przed Zosią nie ma płotów, których nie pokona - a opiekunowie wyraźnie cały świat w niej widzą.

Boluś nie nygusował, on oglądał liście malin od dołu, czy opryskow nie trzeba zastosować - bo on taki dokładny we wszystkim :)
-
2013/06/04 13:21:03
jasna8;
Kamila tyle się Lucynki naszukała... wiedziała jaka gdzieś, tam rozpacz....
-
2013/06/04 18:57:21
Zosia "z listu gończego" miała szczęście i pecha zarazem..Gigant się udał,ale 3 dni...to troche za krótko !
Myślę,że Koty smsami informują się o domach, gdzie zawsze można się najeść i przespać...
Wyobrażam sobie radość Zuzanki :)
Książe Bolko "ciężko spracowany" z "kołami" do góry - cmok w uroczy pyszczek :)
-
2013/06/04 19:41:44
babetka;
Zastanawiam się co tymi kotami kieruje? Jedne celowo wywiezione z domu wracają nawet z dużej odległości, inne rozpieszczane, kochane odchodzą i nawet nie myślą o powrocie.

Boluś pracował - sprawdzał czy pod liściami mszyc nie ma
-
amyszka
2013/06/04 20:58:20
Piękna Zosia , dobrze że domek się odnalazł i koci nic się nie stało :-)
-
2013/06/04 21:57:04
amyszka;
Zosia miała dużo szczęścia, a jej opiekunowie chyba podwoją straże.
-
Gość: ewa, *.tel.tkb.net.pl
2013/06/04 23:58:00
Oj, jak to dobrze, że ta dezercja Zosi tak się skończyła. Miała też skubana szczęście, że trafiła na takich Dużych, że Im się chciało.
Bolusia i Tosi mi brakowało. Boluś gospodarz "całą gębą", a Tosia na drapaku też jak gospodyni :)
-
2013/06/05 08:02:18
ewa;
Koty ciągle zaskakują, cierpliwości do nich potrzeba. Myślałam, że Bolek niczym mnie nie zaskoczy, a jednak....
-
abigail090
2013/06/05 20:14:06
Piękna historia z Zosią :)!... Miała dziewczynka szczęście :D...
-
Gość: Alison, *.pila.vectranet.pl
2013/06/05 20:35:54
A to kota na gigancie sobie okolice zwiedziła .... a nie ciągle dom i dom :-)
Dobrze ze jej sie nic nie stało ...
-
2013/06/05 21:15:03
abigail;
ja jeszcze teraz myślę o tej ulicy, którą przejść trudno, miała ogromne szczęście.
-
2013/06/05 21:16:55
Alison;
Może właśnie brak drugiego kota, albo chociaż psa pcha je na takie wypady?
-
d-klorek
2014/02/19 09:49:45
Bardzo ładna historia o Zosi. Blog bardzo mi się podoba.