Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Kategorie: Wszystkie | na czasie | wspomnienia
RSS
poniedziałek, 05 maja 2014
Odeszła.

Figa odeszła ...

Mija już drugi miesiąc, a ja ciągle płaczę. Przez łzy wybrałam zdjęcie mojej najlepszej przyjaciółki. 

O tym, że dzień ten nadejdzie dowiedziałam się w lipcu - rak krtani. 

Przestałam robic zdjęcia na spacerach, nie podchodziłam do komputera. Dzisiaj zrobiłam wyjątek, bo Fidze należy się pożegnanie z czytelnikami.

Wybaczcie, że nie odpowiem na komentarze. 

 

Ps.

Boluś i Tosia są zdrowe, w dobrej formie. Leya nabrała ciała i odrobinę odwagi.

Tagi: figa
21:27, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (72) »
sobota, 08 czerwca 2013
Bolesław Wygnaniec.

Boluś mnie niepokoi. W ostatnich dniach, ciągle jakieś szramy na pyszczku, a nawet ucho prawe do krwi zadrapane.

Kto się ośmielił łapę podnieść na miłościwie panującego Bolesława Wspaniałego, Łagodnego , Szlachetnego, et cetera, et cetera. Nie Tosia - tego pewna jestem. Owszem napyskuje - bo jej wolno, bo to Księżna Pani, ale nigdy łapoczyny. Z Pieguską i pozostałymi damami dworu jest w dobrej komitywie i z należytym szacunkiem się do niego odnoszą.

Podejrzenie padło na jeża, który wieczorem po działkach naszych krąży - pożyteczny dworak, bo ślimaki zjada, ale na kocie chrupki łasy bardzo. W ubiegłym roku ciągle do altanki wchodził po resztki zrzucane z pańskiego stołu, ale że brudas był z niego okropny, wstępu mu zakazano. Przed kocim wejściem ustawiłam wysoki próg z dwóch betonowych kostek, by aluzję pojął. Teraz jeszcze ten próg podwyższyłam. W pergoli zostawiam mu trochę chrupek, bo już taka wredna to nie jestem - ślimaki mogą się znudzić.

Boluś nie tylko jest podrapany, Boluś nie śpi w altance! W swojej (i Tosi) rezydencji, gdzie sypialnia piernatami wysłana z zasłonką, gdzie mięciutko wyścielony parapet z widokiem na ogród, gdzie tak lubi nawet w dzień upalny drzemać. Mało tego, kiedy zbieram rzeczy do powrotu do domu, Bolek natychmiast przerywa posiłek i z altanki ucieka. 

W altance, przy kocim wyjściu leży wycieraczka krzesełkiem przyciśnięta. Wycieraczka od kilku dni, ciągle jest wyciągnięta lub przesunięta, a na niej biała sierść - Bolusia pewnie, o zgrozo.

Boluś i Tosia, delikatnie łapki wycierają i wchodzą dalej - teraz walki się tam toczą. Sprawdzałam dokładnie, jeżowych igieł nie było, a w ubiegłym roku owszem, znajdowałam. Nie jeż zatem jest napastnikiem, ale już pewne, że walki są przy wejściu.

Pogoda jak zwykle - mżyło nieco. Nie zdziwiłam się więc, że mnie Boluś nie wita, pewnie śpi. Zajrzałam do altanki - pusto. W sypialni pusto, ale wełniane prześcieradło ciepłe jeszcze - nie mogliśmy się minąć. Gdzie jest Boluś? Znalazłam go i obudziłam, aż wstyd powiedzieć gdzie, ale powiem, bo ja tu niczego nie ukrywam i nie zmyślam. Boluś spał za moją szopą, w legowisku zrobionym dla eksmitowanych przez Pieguskę, Malinki i Plamki, które nie chcą niepokoić bliźniaków i tymczasowo z apartamentowca się wyprowadziły. Posłanie wygodne, w dużej miednicy, grubym kocem wyścielone, pozasłaniane, by przeciągu nie było, ale to nie spanie dla KSIĘCIA. I kto spał w sypialni Księcia Pana, ze jeszcze ciepła była?

Boluś wyszedł i poszliśmy dzwonić na Tosię. Teraz za gong służy stara pokrywa, bo mi ten połamany aluminiowy czajnik złomiarze ukradli. Pokrywa wisi za studnią koło płotu. Podeszłam do gongu i zerknęłam za płot, a tam

Szarusia, biedactwo, w taką pogodę. 

Szarusia to siostra Plamki, która też uciekła od rodziny zastępczej, wróciła na działki (5 kilometrów), ale zaufanie do nas straciła i ukrywa się. Ciągle się o nią zamartwiamy, a już Danusia najbardziej wini siebie, bo ją wywiozła.

Na dźwięk gongu, Szarusia przeniosła się parę metrów dalej i w kępie suchej trawy położyła, a my czekaliśmy, bo Tosia zwykle po trzecim gongu przychodzi.

W tym czasie dokonaliśmy rutynowego obchodu działki, z wyłączeniem części kwiatowej, bo tam mokro i gąszcz, że ślimak się sucho nie przeciśnie.



Poszliśmy na krótki w taką pogodę spacerek. Że Boluś po spacerze do altanki kocim wejściem nie wszedł, to mnie nie zdziwiło, bo on zawsze czeka, aż paradne drzwi otworzę - wiadomo Miłościwie Panującemu inaczej nie wypada w obecności personelu.

Ale, że Tosia też, to już dziwne było. Mało tego, odbiegła na trawnik do Figi.

Figa do wejścia nie podbiegła, więc obcego zapachu nie było. Otworzyłam drzwi, Bolek wszedł pierwszy i już za progiem syknął w stronę kociego wyjścia. Spojrzałam, a tam zaczajony, pod krzesłem, przodem do otworu dla kotów siedział szaro-bury kot, identyczny jak Szarusia. Cofnęłam się (ale zapomniałam zamknąć drzwi), by wyjście kocie zastawić (fotkę chciałam zrobić), a jak już to zrobiłam, kota pod krzesłem nie było. Czy zwiał za moimi plecami, czy gdzieś pod leżanką się ukrył, pojęcia nie mam. Bolek pod leżankę zaglądał, a potem do misek wskoczył na stół. Tosia weszła na odgłos nakładanej puszki, nikogo nie szukała tylko od razu do kolacji przystąpiła.

Już raz plotów narobiłam, więc nie twierdzę, że to Szarusia, ale... Figa nie wpadła do altanki jak burza, łba do kociego wejścia nie wkładała i nikogo nie pogoniła, co czyni zawsze w przypadku obcych kotów w altance. A Szarusia, obca nie jest, Figa to wie.

Szybko zamknęłam altankę, w nadziei, że Bolko już tam na noc zostanie, zabrałam barykadę, by Tosia swobodnie wyszła i z mieszanymi uczuciami do domu wróciłam.

Tagi: kot
08:46, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (101) »
piątek, 07 czerwca 2013
Ploty rozsiałam i teraz mi głupio.

Nie dopatrzyłam, nie sprawdziłam i naplotkowałam na Pieguskę - wstyd mi teraz. Ale po kolei.

Byliśmy na spacerku w górze działek. Figa i Tosia biegiem przodem, bo to turystki zapalone, a Boluś powoli, jak zwykle, bo on raczej spacerkiem (jak przystało przy jego pozycji społecznej). Byłyśmy już na szczycie, a Bolko w połowie drogi - czekałyśmy. Nagle drogę (Bolkowi) przebiegł czarny kot. Boluś usiadł na krawężniku i zaczął dumać, czy podejmować ryzyko kontynuowania spaceru. Nie przypuszczałam, że on taki przesądny jest. Nietypowo, skręciłyśmy w lewo. Tośka zachwycona, bo coś nowego, pognała do końca alei, aż do furtki, a Figa za nią - już myślały, że na cmentarz pójdziemy. Zawróciłam i pojawił się Boluś. Mżyło trochę więc ruszyliśmy w powrotną drogę, z czego Bolek zadowolony był bardzo.



Dochodząc do działki Danusi, zauważyłam Pieguskę. Weszłam na sąsiednią działkę, by zrobić zdjęcie młodej mamy.



Za mną Figa, która wszystko musi wiedzieć, a za nią Boluś, a potem jeszcze Tośka, myśląc, że to kolejna nowa trasa.

Z boku, z następnej działki usłyszałam żałosne pomiaukiwanie.

Kot miauczał i szedł w moim kierunku. Malinko szepnęłam, co ci jest. Malinka podeszła niemal na wyciągnięcie ręki, ale coś jej nie pasowało. Ja zdumiona byłam bardzo, bo Malina pamięta mi 2-tygodniowy areszt w kojcu po operacji i omija mnie wielkim łukiem.

Zawróciła i powoli odeszła (zwykle ucieka). Skręciła w bok i wkrótce zobaczyłam ją wchodzącą z następnej już działki, na trawnik Danusi. Zobaczyła ją Pieguska, zrobiła koci grzbiet, ogon napuszyła i ruszyła w jej kierunku. Malinka ugięła łapki i zwiała. Żal mi się jej zrobiło, bo wiedziałam, że na śniadaniu nie była, więc głodna. Nawet zdjęcia nie zdążyłam zrobić, tak szybka to była akcja. Pieguska wróciła na poprzednie miejsce i obserwowała mnie, a może i moje zwierzaki.

Szybko poszłam do swojej altanki, podałam Bolkowi i Tosi kolację, nasypałam w trzecią miseczkę suchego, trochę mokrego obok i pędem na kompostownik, by głodną Malinkę nakarmić. Stukałam, wołałam i telefon do Danusi. Opowiedziałam jej o niecnym zachowaniu Pieguski i głodnej, miauczącej Malince..., no i moją opinię na ten temat ( a żeby mi jęzor usechł). 

Moje nawoływania usłyszał Bolek. Natychmiast wskoczył na kompostownik i w pierwszej kolejności sprawdził, czy w gościnnej sypialni za moją szopą nikt się nie ukrywa.

Trochę strachu napedziła mu Tosia, która przebiegle okrążyła szopę i kompostowniki i z drugiej strony nagle wskoczyła.

Bolek natychmiast sprawdził, czy ewentualny gość nie dostał czasem lepszego jedzenia. Potem to samo zrobiła Tośka i zostawili tylko parę chrupek. 

Malinka nie pokazała się, a ja już drugiej porcji nie przynosiłam. Ostatecznie, Malinka zna wejście do naszej altanki, a tam micha pełna. Sprawdziłam jeszcze co moje koty mają w miskach - suche było, mokrego nie dojadły, bo tak gnały na kompostownik.

Następnego dnia, rano i wieczorem Malinka jadła wspólnie z Pieguską i resztą rodziny - Pieguska nikogo nie goniła. W pewnym momencie przyszedł kot o całych białych łapkach (już nie pamiętam czy też jadł). Z opisu Jurka, wynika że to była Nieśmiała. Jak o tym usłyszałam, przeszukałam zdjęcia, porównałam i ... głupio mi się zrobiło.

 

Malinka w kojcu i miauczący kot wzięty za Malinkę.

Miauczącym, a potem przegonionym kotem był Śmiałek. Teraz już się nie dziwiłam że szedł do mnie, ale jak usłyszał powtarzane Malinka, Malinka i ani razu Śmiałek to ...

Jak mogłam tak się pomylić? Malinka ma krótką skarpetkę na prawej łapce, Śmiałek ma podkolanówki (a może krótkie rękawki) na obu łapkach. Że bardzo podobne to nic dziwnego, bo Śmiałek jest wujkiem Malinki, chociaż od niej młodszy, a bierze się to z tego, że: 

Łatka bez ogona ma z pierwszego małżeństwa z (?) syna Burasa, córkę Bidulę i jeszcze jedno dziecię o płci nieznanej. Z drugiego małżeństwa z (?) Szarusię i Plamkę. Z trzeciego małżeństwa z (?) Nieśmiałą i Śmiałka. Tak więc Bidula i Śmiałek to rodzeństwo (przyrodnie).

Bidula urodziła Kalinkę, Malinkę i Pieguskę. Tak więc Śmiałek (brat matki) wujem jest Malinki i Pieguski.

Pieguska urodziła bliźnięta, więc Śmiałek (brat babki) jest ciotecznym dziadkiem bliźniaków zajmujących apartamentowiec.

No i widzę, że ploty to ja teraz rozsiewam - nikt nie wie ilu mężów miała Łatka, może jest tylko jeden jedyny.

A Pieguska faktycznie pogoniła - nie siostrę swoją rodzoną wprawdzie, a wuja, ale to jeszcze gorszym jest uczynkiem, bo już imć Pan Zagłoba mówił : "...gdzie ojca nie ma, tam Pismo mówi: wuja słuchał będziesz. Jest to jakby rodzicielska władza, której grzech się sprzeciwić...".

Rozumiem ją jednak - troskliwa mama o dzieci się boi, a wujowie różni bywają.

Ostatni karmiciele Łatki zamartwiają się o nią, że nie przychodzi, czyli dzieci swoich nie odwiedza. Nie dziwota więc, że dzieciaki, Śmiałek i Nieśmiała stęsknione, matki szukają na jej obecnej stołówce (u Danusi). 

 

Tagi: kot
09:29, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (20) »
czwartek, 06 czerwca 2013
Nikt się nie obijał.

Kiedy nie było nas na blogu, uczciwie pracowaliśmy na działce. Nikt się nie obijał. Każdy miał swoje odpowiedzialne zadanie.

Pierwsze co zrobiliśmy, to wymiana blatu stołu, bo go robale jakieś zniszczyły i wiek. Miałam listewki, więc zaplotłam je sznurkiem i zaimpregnowałam. Figa mi pomagała.

W tym czasie sąsiedzi pomalowali swoją altankę na liliowy kolor. Wcześniej była biała, a teraz taka ciepła, przytulna i stanowiła piękne tło dla liliowych skalniaków na mojej działce - szkoda, że fotki nie zrobiłam zanim przekwitły. Nie z zazdrości, bo myślałam o tym już jesienią, zabrałam się za swoją altankę. 

Ledwo wzięłam się do pracy, pojawiła się Tosia, która o tej porze zwykle gdzieś w terenie przebywa - widać dowiedziała się. Przekąsiła suchego i ulokowała w altance na parapecie. Nawet zapach farby jej nie przeszkadzał. Wyszła kiedy zaczęłam malowanie okien (na piaskowy kolor).

Bolek chodził za mną krok w krok, nawet na drabinę wszedł, co już przesadą mocną było i łamaniem podstawowych zasad bhp, o czym taki inspektor nadzoru wiedzieć powinien. Szkoda, że w trakcie malowania nie miałam czasu na zdjęcia. Tosia uwagi jakieś robiła, Bolek sprawdzał, a Figa nie mieszała się do sprawy.

Początkowo myślałam o zmianie koloru altanki, by bardziej przypominała chatę Baby Jagi, czyli chatkę z piernika. Kiedy zdejmowałam dyżurną miotłę, uświadomiłam sobie, że czarne homonto (lat ma więcej jak sto) nie będzie widoczne, więc kolor piaskowy. Tosia skorzystała w tym czasie z okazji i próbowała uruchomić miotłę i pewnie na pobliską Łysą Górę, zwaną Łysajką polecieć.  Nic z tego nie wyszło, bo miotły tylko Naczelnym Czarownicom przysługują.



Tośka miotłę nieco obszarpała (awans przeszedł jej przez to koło nosa) i musiałam drążek siedzisko pomalować, a została już tylko zielona farba. Ustawiłam kwiatki i z odpowiedniej perspektywy spojrzałam na swoje nasze dzieło. Nie będę skromna - podobało mi się. Tylko ten biały element na daszku zupełnie do całości nie pasował.

Firanki poprzedniego dnia zafarbowałam w kurkumie (nie jest to trwały barwnik), by białego nie było, a tu proszę - białe na altance siedzi - może by tak też go kurkumą potraktować?

Jeszcze tylko pomarańczowe aksamitki koło wanny zamieniłam na różowe skalne floksiki, bo przed altanką tylko odcienie różu i bordo. Na zdjęciu nie widać, ale obok koła i poniżej miotły (nad kocim wejściem) są w donicach bordowe bratki i żółta kokoryczka.

Jeden dzień zajęło nam wykonanie plecionki na leżak. Tu cały czas pomagał Bolek rozplątując końce sznurków. Siedzisko zrobiłam na swoją wagę, ale jak usiadł pancio... muszę skrócić.

Czekaliśmy jeszcze na Tosię, by ruszyć na spacer. Obraziła się chyba o ten awans i nie przyszła - ambitna bestia.

Tośka już czekała na nas na zakręcie w górę - a miałam iść zobaczyć co u Śmiałka i Nieśmiałej. Doszliśmy na szczyt i jeszcze kawałek dalej.

Po powrocie ze spaceru znowu podziwianie naszego dzieła - bez białego akcentu jest lepiej.

chatka Baby Jagi, kota Bolka i kotki Tosi

Po takim spacerze koty z apetytem zjadły kolację, a na deser wypiły jogurt.

Mamy w planie kolejne prace renowacyjne, ale leje całymi dniami, wszystko mokre, nic się nie da zrobić.

Tagi: koty
08:01, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (19) »
środa, 05 czerwca 2013
Czy na to jest paragraf?

Leya to Księżniczka - wiadomo. Nie wychodzi na dwór, bo boi się wszystkiego. No, czasem ćmę jakąś, albo muchę upoluje.

Ma swój, prywatny balkon. Osiatkowany tak by nie wyskoczyła i nikt jej nie przeszkadzał, a głównie ptaki. Bardzo lubi tam siedzieć obserwując okolicę i podziwiając widok na góry. Nikomu nie wadzi, nikogo nie zaczepia, bo ona niezwykle subtelna jest w obyciu - to prawdziwa dama.

Deszcze leją od tygodnia i Leya tęsknie spogląda w niebo, czy się przejaśnia.

Korzysta z każdej przerwy między opadami, ale zmuszona jest upewniać się, czy jej balkon jest bezpieczny, czy będzie mogła tam spokojnie rozmyślać..

Niestety jest problem. Jak tylko otworzę balkon zaczyna się jazgot na dworze. Czarny prześladowca z żółtym dziobem siedzi na drzewie i jazgocze. On nie śpiewa, tylko wydaje świdrujące uszy dźwięki. Po minucie mam wrażenie, że mózg mi przewierca, wytrzymać już tego nie można. Zagłusza nawet telewizor. Dobrze, że nie znam tego języka, bo pewnie to co wykrzykuje uprzejme nie jest i mocno odbiega od kultury słowa. Pewna jestem, że to pogróżki, złorzeczenia, a nawet groźby karalne - jednym słowem zastraszanie. Leya początkowo odpowiadała, tłumacząc się, że pomyłka, że to nie tak, że ona nic takiego ... w końcu zrezygnowała, bo to kmiot straszny i nic do niego nie dociera. 

Próbowała nawet Figę namówić do interwencji, ale nic z tego. Figa drugiego takiego jazgota ma na działce. Tamten jest jeszcze gorszy. Nie dość, że jazgocze, to jeszcze udaje dzwonek rowerowy. Tylko skąd on wie, że Figa dzwonków rowerowych nie znosi, że jej uszy tego nie wytrzymują? Nie będzie się wtrącać, bo drań gotów w przerwach dzwonić, a tego ona nie wytrzyma. 

Na pogróżkach się nie kończy. Czarny zrywa się z gałęzi i lotem nurkowym, niczym myśliwiec na wojnie nalatuje balkon. W tym czasie wydaje dźwięki do złudzenia przypominające serię z karabinu maszynowego, a może nawet dwóch. Przed balkonem, wykonuje nagły zwrot przez lewe skrzydło i po chwili ląduje na antenie satelitarnej sąsiadów. Jazgocze przez chwilę i znowu nalot z boku, seria z karabinu, albo dwóch i lądowanie na drzewie. Znowu jazgot, groźby karalne (pewna jestem), nalot.... i tak przez cały czas, aż go kolejna ulewa przepędzi.



 

I jak tu żyć?, no jak? Na to musi być jakiś paragraf, jakaś instytucja, która pomoże, tylko gdzie? 

Tagi: kos kot
08:02, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (17) »
wtorek, 04 czerwca 2013
Zosia.

W połowie maja, w niedzielny wieczór, w ogrodzie kotki Lusi pojawił się nowy kot. Gość w dom, więc czym chata bogata...   dostał na powitanie kawał surowej rybki, a od sąsiadki miskę suchych dropsów których jej rozpieszczone koty (Maleństwo i Tośka) nie chciały już jeść. Następnego dnia rano, kot znowu się pokazał i nie wyglądało to na krótką wizytę sąsiedzką, a raczej opanowywanie terytorium. Przekonała się o tym Maleństwo, która jest tu Panią na włościach najważniejszą. To do niej trzy ogrody należą, ona tu prawa ustala. Obcego, w pierwszej chwili wzięła za wyrośniętą nieco wiewiórę, bo ogon to on taki wiewiórczy miał, a nie jak przyzwoity kot. Próbowała zagnać intruza na drzewo, jak to z innymi wiewiórkami robi, ale nie dał się, a nawet opór stawił, czym Maleństwo niemal do załamania nerwowego doprowadził. 

Następnego dnia, w drodze do pracy, Paweł zauważył na sklepie ogłoszenie o zaginionym kocie. Zadzwonił do Kamili, że pewnie ich gość jest zbiegiem, listami gończymi ściganym. Kamila poszła to sprawdzić. List gończy dotyczył kota Norweskiego Leśnego o słowiańskim imieniu Zosia. Zdjęcie uciekinierki było i podobieństwo wyraźne z gościem, do tego ten puchaty ogon. Zastanawiała jednak odległość od domu (około 1 km) i bardzo, bardzo ruchliwa ulica po drodze. Kot zaginął w niedzielę wieczorem i tego samego wieczora był już w ogrodzie kotki Lusi. Chyba tylko to, że dalej jest strzeżony przejazd kolejowy, który dosłownie co parę minut zatrzymuje ruch, sprawiło, że kotka przeprawę przez jezdnię przeżyła. Dalej były ogrody z psami, w tym należący do Miśka (Mordki), któremu kot z życiem nie ujdzie. W końcu co się dziwić, nie na takie wyprawy wikingowie się wyprawiali, a to rasa wikingów podobno była.

Kamila oczywiście od razu zadzwoniła pod wskazany numer z informacją i obietnicą powiadomienia, jak tylko kota zobaczy, a nawet próby pojmania zbiega. Po południu, podczas pracy w ogrodzie wyczuła, że jest obserwowana. Rozejrzała się i zobaczyła parę przenikliwych oczu wpatrujących się w nią. Kot siedział na stole, w ogrodzie sąsiada i obserwował okolicę. Zawołała ją po imieniu - ewidentnie zareagowała, jak nic Zosia uciekinierka. Niestety była wystraszona i nieufna, podejść do płotu nie chciała. Kamila nie zastanawiała się długo. Z przeskoczeniem płotu nie miała problemu, bo wprawy nabrała ganiając Lusię na gigancie. Gorzej było z powrotem przez ten sam płot z kotem pod pachą (sąsiad w pracy, a furtka zamknięta), ale z pomocą przyszła tamtejsza babcia Zuzanki. Kota aresztowano w łazience i zadzwoniono z uprzejmym donosem do opiekunów.

Nie minęły 3 minuty jak stęskniona pani wraz z panem zjawili się pod furtką. Oczywiście nagrody pieniężnej za znalezienie kota nie przyjęto. Państwo pojechali z kotką prosto do weta i wieczorem przyjechali ponownie z ogromną torbą słodyczy (ku uciesze Zuzanki). Zosia na szczęście okazała się zdrowa - poza zdartymi opuszkami, paroma kleszczami i kołtunami na brzuchu nic jej nie było po trzech dniach tułaczki.

Po zabraniu Zosi, w ogrodach wszystko wróciło do normy - Maleństwo doszła do równowagi psychicznej po przeżytej traumie.

Kotka Lusia, całe wydarzenie przespała i o aresztantce pojęcia nie miała.

***

My na Dolnym śląsku też w tym czasie pracowaliśmy na działce.

Każdy miał odpowiedzialne zadanie, które wykonywał bardzo rzetelnie i co, mimo zapracowania udało się udokumentować.



 

 

Ps.

 

ZAGUBIŁA się w Bieszczadach

  

Tagi: koty
08:29, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 03 czerwca 2013
Małe niedopatrzenie.

Wyjeżdżałam, potem przyjechali goście, wyjechali i przyjechali inni.... do komputera nie podchodziłam i tak mi zeszło. 

W tym czasie oczywiście spacery z kotami, prace na działce... i niezwykłe wydarzenie.

Pewnego dnia zawołała mnie Danusia, bym szybko przyszła do niej, zobaczyć coś w jej szopie - coś jej podrzucono, albo się wylęgło... muszę to zobaczyć, bo Ona własnym oczom nie wierzy, to nie może się dziać. 

Szopa Danusi, to właściwie apartamentowiec, w którym poprzedni właściciele hodowali króliki. Pozostały tam murowane klatki, z których jedną adaptowano na kocią sypialnię, a pozostałe traktowane są jako półki na wszelki działkowy dobytek. Trzy dni wcześniej, Danusi przyszło nagle do głowy, że kotom przyda się druga sypialnia, bo właściwie, to nie bardzo wiadomo ile kotów tam nocuje. Łatka (bez ogona) i Bidula (córka Łatki) tak się już oswoiły, że pewnie nocują w szopie. Pięć kotów w jednej sypialni się nie mieści, to jasne. Wyszykowała więc drugą sypialnię, znaczy apartament (kolejne pewnie zrobi w najbliższej przyszłości), szopę zamknęła i nie zaglądała tam przez dwa dni. Tego dnia była ładna pogoda, więc otworzyła szeroko drzwi, by słoneczko ogrzało pomieszczenie. Przechodząc zerkała do środka i widziała, że w nowej sypialni leży Piegusek. Widać, chłopak uznał, że apartament jest dla niego, bo nie uchodzi, by z dziewczynami sypiał - dorosły jest.

Wracając do tematu, złapałam aparat i pobiegłam, przez płot, znaczy krawężnik, bo Danusia wyraźnie zdenerwowana była. Podeszłam do apartamentowca i zgodnie ze wskazówkami, gdzie mam patrzeć, zajrzałam. Lampa błyskowa nie zadziałała i fotka marna, ale pokazuję, bo to ważne bardzo.

Podrzutki były dwa. Że to obce jakieś, to jasne, bo dziewczyny wszystkie wysterylizowane. Wzięłam kocięta w ręce i od razu zauważłam rodzinne podobieństwo z Bidulą (matką Pieguska),

a w dodatku jedno piegi koło noska miało. To dzieci Piegusa, stwierdziłam. 

Zastanawiające było bardzo, że Piegus dzień cały tam leżał, a matki nikt nie widział. No cóż, patologie i u kotów widać się zdarzają - zostawiła dzieci ojcu (to prostsze od ciągania po sądach o alimenty), a sama pewnie gdzieś gania szantrapa jedna... a może zwyczajnie, boi się ludzi, bo u Danusi właśnie goście byli i to z psem. Danusia zadzwoniła do męża, a ten przypomniał sobie, że ostatnio, dwa razy widział, jak z szopy wychodził rudy kot. No i jasne. Piegus porządny chłopak, co u ludzi też się zdarza, dziećmi się zajął i ogrzewał, ale nakarmić to już matka musiała. Danusia szybko gości z działki zabrała i poszła na dwie godziny do domu. Ja miałam zerkać, czy Ruda przyjdzie. Zerkałam, ale tylko Piegusek wyszedł poleżeć na słoneczku.

Chodził do niego Bolek ze trzy razy. Obwąchiwali się, nad czymś naradzali - pewnie Bolek zaoferował Piegusowi mieszkanie z dzieciakami u siebie, jeżeli nie daj Boże z domu go wygonią. 

Poszłam z kotami na spacerek.

Danusia, jak obiecała, wróciła. W tym czasie uświadomiła sobie, że od dwóch dni jej koty (Plamka i Malinka) nie wychodzą z szopy, więc tam nie nocują. Przychodzą na posiłki i odchodzą.  Przychodził za to Bolek, nasłuchiwał i odchodził. Do wieczora wypatrywałyśmy matki, ale Ruda nie pokazała się. Szantrapa jedna, dzieci zostawiła, szlaja się gdzieś i z głodu padną. Pocieszałam, jak mogłam, że pewnie była, a w nocy, po tym zamieszaniu, dzieci przeniesie w inne miejsce.

Następnego dnia, rano kocięta były. Piegusek z nimi, a Rudej ani śladu. Przypomniano sobie także, że Piegusa nie było kilka dni (to u niego normalne - chłopak musi się wyszumieć), a jak wrócił, głodny był bardzo i wyraźnie schudł. Coś nas tknęło... trzeba mu się dokładnie przyjrzeć... Piegusek bardzo nieufny jest, ale do Jurka, męża Danusi ma zaufanie - dał się złapać... no i teraz to jest Pieguska Mamuśka. 

Przypomniałam sobie, że kiedy kocięta zamieszkały u Danusi napisałam na blogu, że jedno ma urocze piegi koło noska, więc musi to być dziewczynka - miałam rację, tylko nikt mnie nie słuchał. Że dzikie to było strasznie i inne w zachowaniu od pozostałych dziewczyn, uznano że to chłopak. Był na liście do sterylizacji, ale chyba męska solidarność sprawiła, że Naczelny Łowczy kociąt nie złapał go i Pieguska, jako jedynego zabiegowi nie poddano.

Kocięta już otworzyły oczka - są piękne.

Jedno ma piegi koło noska - po mamie Piegusce,

a drugie, wypisz, wymaluj cała babcia Bidula.

Nadal zajmują cały apartamentowiec. Plamka i Malinka sypiają pod daszkiem mojej szopy (mają już przygotowane legowisko), a w dzień na deskach, pod daszkiem altanki sąsiada (bez legowiska).

Na posiłki stawiają się regularnie: prababcia Łatka, babcia Bidula, ciotka Plamka,

a ciotka Malinka, tego dnia (wczoraj) kolację zjadła z psiej miski Figi, na czym ją przyłapałam, a Figa udawała, że nie widzi, bo to kurczak był, którego Figa nie lubi, więc na rękę łapę jej było, że kto inny miskę opróżnia, a ona dostanie coś bardziej zjadliwego.

 

Ps.

Przypominam, że w Klubie Kota Jasna 8 trwa konkurs.

   


Tagi: koty
00:18, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Wiosna w pełni.

Śnieg na działkach stopniał i trzeba było szybko uprzątać liście, które przywiało z lasu. Zajęło mi to trzy dni - widać starzeję się, albo było ich więcej niż zwykle. Potem wzruszanie ziemi i obcinanie suchych badyli.

Boluś zaglądał do mnie, ale przekonany, że wiem co robię, odchodził do altanki i zaszywał w sypialni - nie przeszkadzał. Aż mnie to dziwiło, bo ostatnio sypiał już na leżance w swoim legowisku. Tosia przychodziła i odchodziła. Za każdym razem miała coś do powiedzenia - wytykała błędy, pokazywała gdzie jeszcze bałagan, gdzie mlecze zostawione... inspektor nadzoru. Najgorsze, że na działkę wchodzi bokiem, przez rabatkę z kwiatkami. Udeptała już ścieżkę i wygniotła chryzantemę.  

Wieczorem obowiązkowy spacer. Zmęczona byłam, więc tylko po dolnych działkach. Za siatką, na łące spotykałam Pieguska, a czasem Plamkę - nygusy też ewakuowały się z działki by nie pomagać. A takiego mlecza to już by mogły wydrapać z ziemi.

Obowiązkowa wizyta u Śmiałka - jak zawsze gościnny, witający w ukłonach.

Nieśmiała nabrała śmiałości. Na widok Figi wybiegła na aleję, napuszyła ogon i kark, ale kociego grzbietu nie robiła. Na Fidze nie zrobiło to wrażenia.

Poszła straszyć Bolka, który spacerował po zaklętym ogrodzie. Bolek ją zlekceważył zupełnie i wyszedł na aleję. Nieśmiała wskoczyła na studnię i zastanawiała, gdzie robi błąd.

Tosia czekała na nas przy ogrodzeniu i obserwowała łąkę, na której Piegusek udawał ze poluje - a może faktycznie polował.

 

Wracaliśmy do siebie i na dachu altanki wypatrzyłam kota.

Malinka, kolejny nygus okrywający się przed opiekunami i stroniący od prac polowych.

Plamka też leżała na cudzej działce.

Figa z Bolkiem czekały aż zrobię zdjęcie, 

równocześnie podziwiając krokusy. U nas też kwitły, ale nie w takiej ilości w jednym miejscu.

 

Ps.

Jutro rano wyjeżdżam na tydzień, a jeszcze się nie spakowałam.

Po powrocie nadrobię zaległości na zaprzyjaźnionych blogach.

Tagi: koty
21:49, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (12) »
niedziela, 21 kwietnia 2013
Mordka kolejny raz.

U nas na Dolnym Śląsku wiosna w pełnej krasie. Na Mazowszu też śniegi stopniały.  

Tak się złożyło, że zdjęcia wstawiłam, notkę miałam zrobić... i zapomniałam. Potem praca na działce, tak, że sił dosłownie brakło i czasu na zaglądanie do komputera.

O Mordce, psie sąsiadów Zuzanki i kotki Lusi pisałam już kiedyś. Mylnie określiłam go wówczas jako psa husky, a to zdaniem weta bardziej jest malamut. Nie o rasę jednak chodzi, bo on taki bardziej wielorasowy, tylko o jego wielkość. 

Dla przypomnienia - Mordka, to imię nadane przez Zuzankę. Faktycznie, wabi się Misiek. Mordka jest bardzo zaprzyjaźniony z Zuzanką i każdego dnia witają się przez siatkę, w drodze do i z przedszkola. O tym, że Zuzanka (pod opieką babci) zbliża się do domu, Kamila poznaje po głośnym, radosnym ujadaniu Mordki.

To było jeszcze przed świętami. Babcia poszła jak zwykle po Zuzankę i po pewnym czasie Kamila usłyszała... żałosny płacz Zuzanki. Wybiegła do furtki i okazało się, że Mordka zaginął poprzedniego wieczora. Pan wszędzie już go szukał, ogłoszenia rozwiesił. Zuzia płakała cały wieczór, bo przecież Mordkla miał przyjść pod opiekę do ich ogrodu, jak znowu wydostanie się za ogrodzenie. I co on teraz je i gdzie on śpi w taki śnieg.....

Po dwóch dniach jakiś człowiek przyprowadził malamuta, ale to nie był Misiek - Pan jednak psa przyjął, skoro wałęsa się po ulicach. Po kolejnych dwóch dniach ktoś z sąsiadów doprowadził Miśka (Mordkę). Radość była ogromna i jego pana i Zuzanki. 

Tydzień po Świętach, w sobotę, Kamila szła do sklepu. Jak zwykle zerknęła w stronę ogrodu Mordki i zdziwiła się bardzo, bo psa nie było, ale wypatrzyła go w sąsiednim ogrodzie. Tam tymczasowo nikt nie mieszka - posesja pusta. Kiedy wracała ze sklepu Mordka wył z daleka, skomlał wyraźnie cierpiąc. Okazało się, że próbował sforsować furtkę i zaklinował sobie obie przednie łapy między prętami. Na szczęście udało się łapy uwolnić, ale furtka zamknięta i zabrać psa nie mogła. Wróciła do domu i po chwili wyjrzała przez okno - Mordka stał przy jej furtce. Wybiegła jak stała - w kapciach i samej bluzce by zdążyć zanim pies pobiegnie dalej w nieznane. Dogoniła go kilka domów dalej i przyprowadziła do ogrodu. 

Lusia bardzo szybko zorientowała się, że w ogrodzie jest gość, ale do domu go nie zapraszała.

Pies został w ogrodzie, a dziewczyny ubrały się odpowiednio by mu trochę towarzyszyć - uciekł, bo towarzystwa nowego szukał. 

Gonitwy, zapasy w śniegu trwały bardzo długo.

Mordka jest niezwykle delikatny w obejściu z dzieckiem.

Zuzanka zupełnie przemoczyła swój nieprzemakalny kombinezon i równie nieprzemakalne obuwie. Trzeba było wracać do domu. Mordka nie został zaproszony, bo on nawet do swojego domu nie wchodzi - takie ma zasady. Został sam w ogrodzie i zaczął się nudzić. Kiedy zauważono, że zamierza przeskoczyć ogrodzenie, odszukano obrożę Koksa i psa uwiązano koło drzwi. Kotka Lusia była nim bardzo zainteresowana.

Oczywiście zostawiono wiadomość dla właściciela - przyszedł od razu po powrocie z pracy. Okazało się, że Mordka przeskakuje ogrodzenie do sąsiadow, a potem przechodzi pod siatką na ulicę. Następnego dnia Mordka został uwiązany na baaardzo długim łańcuchu. Wył z rozpaczy tak głośno, że w niewoli był tylko jeden dzień. Teraz ma na szyi obrożę z adresem i numerem telefonu.

sobota, 13 kwietnia 2013
Spotkania na spacerze.

Nieśmiałej nie było kolejny dzień i Śmiałek zupełnie się załamał. Nie wyszedł się przywitać, siedział na działce i czekał. Bolek zna ten ból, bo Tośka robi mu to ciągle, co wcale nie oznacza, że go już nie lubi. Poszedł do niego powiedzieć mu o tym i podnieść na duchu.

Tosia nie widziała problemu. To przecież normalne, zniknąć tak na dni pare, odpocząć od siebie, świat zwiedzać. - ta mała zaczynała jej się podobać.

Bolek zakończył sesję psychoterapeutyczną ze Śmiałkiem i ruszył za nami.

Przy okazji. to oczko wodne napełniło się woda ze stopniałego śniegu, pokryło słabym lodem i Śmiałek pewnego dnia wszedł na nie, lód się załamał i kot wpadł cały do wody. Na szczęście na działce byli opiekunowie i pospieszyli z pomocą. 

Poszliśmy dalej i weszliśmy w pierwszą aleję. Na ścieżce, na działce Burasa siedziały dwa koty - szary i łaciaty. Na nasz widok zerwały się do ucieczki. Szary wdrapał się na najbliższe drzewo. Wyglądał na dużego kota i myślałam, że to obcy jakiś, o czym świadczyła jego paniczna ucieczka.

Figa nie pobiegła za nim, bo skoro kot ucieka, to sumienia nie ma czystego. Chwilę powęszyła i odeszła - to znak, że kota zna i nic do niego nie ma.

Figa odeszła, kot z drzewa zszedł i uciekł dalej. Teraz byłam pewna, że to Szarusia. Od powrotu na działki nie ufa nikomu. Sypiała w naszej altance, na posiłki przychodzi do nas i Danusi, ale ukrywa się i ucieka na widok człowieka. Ciągle się boi by jej nie złapać i z działek nie eksmitować. To siostra Plamki i powinna dać się przekonać, że nic takiego jej nie grozi.

Drugi kot wdrapał się na inne drzewo. Myślałam, że to on dał sygnał do ucieczki - pewnie ten jest obcy. 

Weszliśmy na działkę obok, bo tam furtki nie ma, by przyjrzeć się kotu z bliska.

To była Łatka, o czym Figa wiedziała od początku, bo zupełnie się nią nie interesowała. Łatka nigdy na drzewa nie ucieka, więc sygnał "na drzewo" musiała dać Szarusia (córka Łatki), a Łatka bez zastanowienia pobiegła w ślady córki. 

Poszliśmy dalej i spotkaliśmy Gabi. Koty wiedziały, że zanosi się na krotki postój i pogaduszki. W łapy zimno, więc trzeba ulokować się tak, by nie marzły i na nagabywania Gabi nie narażać. Gabi ma ADHD, co koty i Figę denerwuje nieco.

Tosia na płot, Bolek na drzewo.

Gabi na moment się zatrzymała i mogłam zrobić jej zdjęcie.

Na drzewie wygodnie nie było, w dodatku wyglądało to na szpanowanie zwinnością, więc Boluś szybko zszedł (bo on skromny jest bardzo) i czekał na krawężniku. On nigdy nie wchodzi na płoty - pewnie Tośka wszystkie płoty zaklepała dla siebie.

Tagi: koty
08:53, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 111
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31