Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Kategorie: Wszystkie | na czasie | wspomnienia
RSS
poniedziałek, 18 lutego 2013
Śnieżyca.

 

Dałam kotom jeść. Figa czekała przed altanką - czuła, że nigdzie nie pójdziemy.

Spaceru nie planowałam, ale działkę trzeba było odśnieżyć, bo rano wejść się nie da, a koty za potrzebą też muszą odejść kawałek. Torowałam dojście do kompostownika i wystraszyłam ukrywająca się w budce Szarusię. Wypadła wystraszona, z ogonem napuszonym niczym lisia kita. Od razu zdopingowało mnie to do napełnienia miski suchą karmą i nalania gorącego, rozcieńczonego mleka. Wróciłam do swojej roboty.Trochę to trwało i Bolek zdążył się najeść. Wyszedł na aleję i czekał - oszalał chyba. Śnieg sypał wielkimi, mokrymi płatkami, aleja na 30cm zasypana i ja mam brnąć po tym? Ale co miałam robić, skoro Boluś chciał? Tosia, rozsądna dziewczyna, na propozycję spaceru tyłem się odwróciła i zerkała w stronę górnej sypialni. Zamknęłam altankę i poszłam zgodnie z życzeniem Bolesława.

Wcześniej nikt aleją nie szedł i musiałam udeptywać śnieg, tak by Bolus mógł przejść nie tonąc w nim. Doszliśmy do kociąt, ale mądre bestie siedziały gdzieś ukryte w ciepłym miejscu. Wychodziliśmy już z ich alei, kiedy zobaczyłam Śmiałka. Biegł kawałek za nami, ale zupełnie w śniegu się zapadał i w końcu zrezygnował - rozsądny kot.

Z naszej alei zobaczyłam Burasa siedzącego pod zadaszeniem altanki Staruszki. Łatka w taką pogodę to u Danusi w ciepełku siedzi.



Zajrzałam na kompostownik. Szarusi nie było, ale mleko i sucha karma zniknęły. Ciekawe czy to Szarusia, czy może Buras. Weszłam do altanki i nie zastałam tam Tosi. Smutno mi się zrobiło, bo może po namyśle pobiegła za nami i szuka nas w śniegu po pachy. Wołałam, dzwoniłam, ale nie pojawiła się. Już w domu, przypomniałam sobie, że nie zaglądałam do dolnej (dawniej gościnnej) sypialni.

Tagi: koty
20:50, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (17) »
niedziela, 17 lutego 2013
Co planowała?

Nieco się ociepliło i nawet Malinka wyszła przed altankę Danusi. Dawno nie widziałam Pieguska, ciekawe co porabia.

zima 6

Dwa koty na posterunku, więc oczywiste, że pora to posiłku. Pewnie bezdomne już gdzieś się czają, więc zaniosłam jedzenie na kompostownik. Miałam gorące mleko (rozcieńczone), którym podlałam resztki ze śniadania Tosi i Bolka, nasypałam też suchego. Zapach musiał daleko się roznosić i Plamka przybiegła sprawdzić co to takiego.

zima 7

Tosia zgadła od razu, że pójdę do kociąt, więc poszła w tym czasie za płot na łąkę.

zima 8

Śmiałek słyszał nas z daleka i przybiegł aż na początek alei.

zima 9

Był wylewny jak zawsze. Ocierał się o Figę, nawet pod jej brzuchem przeszedł, a ona nic, żadnych uczuć, ani zainteresowania nie okazała. Wizyta była krótka, by Tosi przykorści nie sprawiać, ale Bolek zdążył pospacerować po zaklętej działce.



Wróciliśmy po Tosię, by zgodnie z jej życzeniem, mimo śniegu brnąć pod górę, jak sobie życzyła. Przekonana byłam, że będzie zadowolona i wdzięczność okaże. Koło siatki spacerował bażant. Jest tylko jeden - samiec. Nigdzie nie widać samiczki, a kiedyś było ich pięć. Bolek poszedł w jego stronę i wypłoszył ptaka za płot. 

Tośka wyminęła Figę i jak strzała pobiegła pod górę. Skręciła w bok, przez działkę i zanim doszłam, ona już siedziała pod dachem altanki.

zima 10

zima 11

Przeszła dalej na otwarty stryszek i usiadła. Namawiałam ją do powrotu, ale nawet nie spojrzała w moją stronę. Ona mnie nie wołała, kiedy przymilałam się do Śmiałka - każdy ma swoje zainteresowania i sympatie.

zima 12

Przyszedł Bolek. Nie wskoczył na okno i ani myślał iść w ślady Tośki. Gdzieś tam za siatką spacerował piękny bażant i to on skupił na sobie całą uwagę Tosi. Co planowała? - tylko ona wie, może związek partnerski, a może wystawną kolację.

zima 13

Nawoływania i prośby nic nie dały - Tośka ze strychu nie zeszła. 

Wróciliśmy do altanki, podałam Bolkowi kolację, sprawdziłam co na kompostowniku - wszystko wylizane. Doniosłam jedzenia, bo nie wiedziałam kto załapał się na kuroniówkę. Dzwoniłam na Tosię i w końcu też przygotowałam dla niej porcję. Kiedy odchodziłam, Tosi nadal nie było - ten bażant ją zauroczył, czy co? Przykro mi było...



Tagi: koty
13:21, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (8) »
sobota, 16 lutego 2013
Wspólny spacer?

Śniegu napadało i mokro. Pod górę ślisko, więc znowu po dolnych działkach. Tosia ostrożnie, daleko za nami, ale szła.

zima 1

Nieśmiała siedziała na ławce pod swoją altanką, a Śmiałek przy nas. Oczywiście trzeba było pogłaskać, przywitać, a potem dalej przed siebie.

zima 2

Wydłużyłam nieco spacer skręcając w aleję przed naszą. Po chwili zobaczyłam, że towarzyszy nam Śmiałek. Z boku, działkami, ale też idzie, bo to aleja równoległa do jego i do domu blisko.



Nie wytrzymał długo i przyszedł do nas.

zima 3

Tym razem nie biegł do Figi, bo ją już witał, ani do mnie, tylko w stronę Tosi, która na jego widok z alei zeszła. 

zima 4

Pojawiła się Nieśmiała (na rogu pod myszką Miki).



Śmiałek z Tośką zamienił parę słów miauków i nawet Tośka tym razem nie syczała.

Zawrócił, pobiegł do Nieśmiałej, by relację zdać jej z rozmowy i wrócił na aleję.

zima 5

Kiedy skręciliśmy w lewo, zatrzymał się, siedział przez chwilę na krawężniku, a potem nagle pobiegł do siebie, a za nim Nieśmiała.

Tagi: koty
13:52, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (10) »
piątek, 15 lutego 2013
I jak go nie odwiedzać?

Bolek i Tosia przywitały mnie na trawniku. Musiałam zostawić rzeczy w altance, podeszłam do drzwi. Figa już tam była mocno zainteresowana kocim wejściem.

Zostawiłam ciepłe jedzenie dla kotów, wyjęłam aparat, zamknęłam altankę. Koty gotowe do spaceru ruszyły przodem, a Figa nadal przy kocim wyjściu stała. Zawróciłam, zajrzałam do środka i zobaczyłam kota. Tośka?, ale ona siedziała właśnie na stole w pergoli. Włożyłam do wiatrołapu aparat i zrobiłam zdjęcie. Lampa błyskowa zawiodła, ale i tak kota widać było - Szarusia.

Ponownie weszłam do altanki, sprawdzić czy w misce jest jedzenie - było. Zadzwoniłam do Danusi z wiadomością, że Szarusia jest, ma się dobrze i nie chodzi głodna. Martwiłyśmy się o nią, bo dawno już nigdzie się nie pokazywała (najciemniej pod latarnią). Tłumaczyłam Fidze, że to nasz kot, ale długo przekonać się nie dawała. W końcu jednak pobiegła za nami.

Poszliśmy w stronę kociąt. Tosia szła dzielnie za nami, a Śmiałek najwyraźniej już czekał.



I jak tu go nie odwiedzać. Przemiłe kocisko, stęsknione...

Tosia zatrzymała się przed zakrętem,

a my poszliśmy dalej, zobaczyć co porabia Nieśmiała. Siedziała w głębi zaklętej działki.

Przybiegła jednak szybko i coś tam Śmiałkowi na ucho namiauczała. 

Nieśmiała prowokowała go do zabawy, na studnię wskoczyły i tak je biegające zostawiliśmy. Po chwili okazało się, że Śmiałek zrezygnował z zabawy i podąża za nami. 

Tosia cały czas szła bokiem, działkami, przystając i obserwując Śmiałka.

Młody wypatrzył ją i pobiegł w jej stronę. Tosia w dalszym ciągu nie była zainteresowana bliższą znajomością, ale chyba nie bała się, bo spokojnie zatrzymała, by oznaczyć granicę, a może tylko wiadomość zostawić. 



Szarusi oczywiście nie zastaliśmy w altance, ale Figa na wszelki wypadek dokładnie zlustrowała wszystkie zakamarki. 

 

Tagi: koty
12:17, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (8) »
czwartek, 14 lutego 2013
Spacerek.

Po wejściu na działkę, najpierw idę w stronę kompostownika, sprawdzić czy jest jedzenie dla bezdomnych. Od dawna nie przybiega już Plamka i Malinka - z lenistwa zwykłego. Zimno, śnieg, koty czekają w sypialni na swojego opiekuna, aż je zaprosi do stołu. Czasami Plamka usiądzie przy kocim wyjściu i obserwuje nas. 

Śnieg stopniał i Plamka natychmiast przybiegła.

Malinka jak się nawet pokaże, to trzyma w bezpiecznej odległości, albo ucieka. Pieguska, to ja już dawno nie widziałam, ale wiem, że jest każdego dnia. 

Boluś wybiegł na spotkanie, a Tosia w altance czekała. Wzięłam suchego i resztki mokrego ze śniadania (nie zamarzło), zaniosłam na kompostownik i mogliśmy iść na spacer. Kolejna próba przekonania Tosi do spaceru po dolnych działkach. Już myślałam, że się uda, bo Tośka szła bez oporów za Bolkiem, kiedy pojawił się Śmiałek.

Zawróciła natychmiast. Dobiegła do naszej alei i tam na płot wskoczyła.

Przywitaliśmy się ze Śmiałkiem - ja wygłaskałam, a Bolek nasyczał na niego, że Tośkę spłoszył. Zawróciłam, bo Tosia nadal czekała. Poszliśmy na szczyt.

Miałyśmy iść dalej, ale za zakrętem kilku panów stało i głośno rozmawiało, a towarzyszył im pies. Tośka zatrzymała się i nasłuchiwała, równocześnie oglądając za Bolkiem. 

Boluś nie pokazał się, obcy pies szczekał, lepiej było zawrócić. 

Bolek czekał przy liliowej altance. Dawniej koty zawsze się przy niej zatrzymywały na dłużej. Tamtędy przepływa ciepły prąd powietrza i taras tej altany jest nagrzany. Kiedy na dole jest zimno, tu na szczycie zawsze cieplej. Na tych działkach nigdy nie przemarzają hortensje, w przeciwieństwie do moich, mimo że okryte.

Boluś wyraźnie namawiał Tosię, by przyszła do niego, ale nie poszła. Nawet dalej zaczaiła się na niego, a potem z napadu zrezygnowała - pewnie żal miała, że na drugi szczyt nie poszliśmy.



Tego dnia, Boluś był wyjątkowo rozbrykany, a Tosia bardzo poważna. Kiedy weszliśmy na naszą aleję, Bolek co parę kroków zachodził drogę Fidze i coś miauczał do niej, aż mnie to niepokoiło, bo on zwykle mało rozmowny jest.

Tagi: koty
12:24, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (12) »
środa, 13 lutego 2013
Koniec karnawału.

Dla kotów, koniec karnawału pewnie nie ma najmniejszego znaczenia. W domach niektórzy ostatnie choinki rozbierają. Choinka Lusi już dawno rozebrana i to za jej przyczyną.

Każdego wieczora, po kąpieli (Lusia wchodzi do wanny z wodą, kiedy Zuzanka już się wykąpie, a czasem wcześniej) Lusia lokowała się w choince. Zaszywała głęboko i zasypiała,

a kiedy wszyscy poszli spać zaczynała mozolną pracę. Przewieszała bombki sprawdzając przy okazji czy pod złotymi papierkami nie kryje się przypadkiem pieczony ziemniaczek, marchewka, albo chociaż skórka chleba pełnoziarnistego. Jak wiadomo, są to smakołyki, które Lusia lubi najbardziej. Po stwierdzeniu, że jest tam tylko niezdrowa, szkodliwa czekolada, zostawiała je obszarpane, dzięki czemu Zuzanka łatwo rozpoznawała jadalne bombki - jej nie szkodzą.

 

Efektem tych mozolnych działań była zupełnie potargana choinka, trzymająca się w pionie tylko dzięki przywiązaniu do karnisza - została rozebrana jeszcze na początku stycznia.

Lusia przeniosła się ze spaniem na grzejniki - jej piękne, wiszące legowisko ciągle okupowane jest przez pluszowego tygryska i inne pluszaki.

Tagi: kot
12:45, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (14) »
wtorek, 12 lutego 2013
Śnieg stopniał.

Śnieg stopniał, nastały wiatry, co chyba było jeszcze gorsze. Z każdej strony dochodziły rozmaite, dziwne dźwięki, które niepokoiły i prowokowały koty. Za płotem, na krzaku wikliny wisi zamotana czarna folia, którą ciągle biorą za  ptaka. Bolek kolejny już raz szedł to sprawdzić.

Tosia tym razem, nie poszła, bo już tyle razy tam chodziła i w końcu zrezygnowała. Spacerowała po alei z Figą, a ja namawiałam Bolka do powrotu. Równocześnie zastanawiałam się, w którą stronę pójdziemy. Ciągnęło mnie do kociaków (i wiatr tam mniejszy), ale czy Tosia pójdzie? Nagle Tośka zerwała się i ukryła za porzeczkami. Spojrzałam w bok i zobaczyłam przyczynę jej niepokoju. Szedł do nas Śmiałek.

 

Nie byłam u nich przez parę dni, a pewnie nas słyszał z daleka, więc tym razem wolał nie czekać i sam przyszedł. Oczywiście mizianie, głaskanie...

Przywitał Figę,

a potem zobaczył Tosię.

On bardzo chce ją bliżej poznać. Tosia jednak pewnie czuje kocura, a mając przykre z nimi doświadczenia, zwyczajnie się boi. Obsyczała go, wycofała, a potem pobiegła w przeciwną stronę. 

Śmiałek szedł jeszcze kawałek za nami. Doszedł do naszej alei i nagle zawrócił. Szybko pobiegł w stronę swojej działki - może coś go wystraszyło, a może usłyszał nawoływania swoich opiekunów.

Weszłyśmy w aleję prowadząca na szczyt. Bolek wrócił do nas.

Przeszliśmy jednak tylko parę metrów, bo wiatr był tak silny, że ledwo (z wyjątkiem Figi) trzymaliśmy się na nogach.

Boluś sprawdził czy pod krawężnikiem coś się nie kryje, a Tośka czekała przyczajona w trawach.

Następnego dnia, Śmiałek siedział na alei przy siatce - wyraźnie na nas czekał i tak było przez kilka kolejnych dni.

Ps.

Na balkonie nadal mam stado sikorek, do których dołączyły trzy kosy (Leya tych czarnych nie lubi). Wczoraj przyleciała pustułka i zaatakowała. Patrzeć na to nie mogłam, ale nie interweniowałam. Pustułka też stworzenie boże, jeść musi... szkoda tylko, że moją sikorkę.

Tagi: bolek kot Tosia
12:27, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 11 lutego 2013
Czas wracać do pisania.

Zrobiłam całkowitą przerwę od komputera, mam już nowe okulary, które miały rozwiązać problem - nic z tego. Tylko błyski w oku już minęły, ale po 10 minutach patrzenia w ekran, oko mgłą zachodzi, więc będziemy tutaj rzadziej.

Wszystkie koty na działkach są w komplecie i mają się dobrze. W minionym okresie zaszły u nich pewne zmiany. 

U Bolusia nic się nie zmieniło, co wcale nie znaczy, że on beton jakiś niereformowalny - on jest doskonały i niczego zmieniać nie powinien. Zawsze na posterunku o właściwej porze. Od ludzi wiem, że chodzi na małe wyprawy na łąkę i w inne aleje, ale w porze spacerów zawsze czeka. Zwykle siedzi w oknie i wybiega na spotkanie. Czasami śpi jeszcze w gościnnej sypialni - jest mniejsza, niżej, pewnie wygodniejsza i równie ciepła jak ta nad oknem.

Do niedawna, zwykle rozpakowywałam przyniesione jedzenie, dzwoniłam na Tosię, a potem spacerek. Od kilku jednak dni, było tak, że Tosia nie przybiegała, więc zamykałam altankę, wołałam "spacer" (bo Figa obwąchuje okolicę) i nagle przy kocim wyjściu pojawiała się Tosia. Zaczęłam coś podejrzewać... Tego dnia było tak samo - dzwonek, ani śladu Tosi. Włożyłam aparat do górnej sypialni i zrobiłam zdjęcie.

I wydało się - Tosia śpi w naszej altance i to całkiem mocno. Reaguje dopiero na słowo "spacer". Tak więc od dłuższego już czasu nie dzwonię, tylko czochraniem Tośkę budzę.

Były śnieżyce i wiatry okropne. Nie pamiętam czy pisałam, że komin (atrapa) z dachu altanki nam zerwało. W takie wichury, Tosia raz odmówiła wspólnego spaceru i raz zawróciła z połowy alei - bardzo rozsądnie. Ja okupiłam te wyprawy bólem głowy i niemal przeziębieniem.

Oczka wodne wszystkie zamarznięte i śniegiem zasypane, a Boluś sprawdzał nawet to ogrodzone przed kotami. Ciągle się boję, że on na cienki lód wejdzie i nieszczęście gotowe. To jedyne oczko, gdzie nikt lodu nie kruszy - pewnie tylko Boluś martwi się, czy rybki się nie poduszą. 

Zwykle krótka wizyta u kociaków. Śmiałek zawsze gotów do miziania, ale pierwszą wita Figę.

Boluś znalazł nowy drapak - na naszej działce.

Kiedy robię takie fotki, muszę przykucnąć. Tośka od razu to wykorzystuje i wskakuje mi na plecy, a potem nawet na kaptur wchodzi. Dobrze, że ta puchowa kurtka tylko na działkę, bo już puch zaczyna z niej wystawać.

Kiedy odwiedzamy kocięta, Tosia czeka przy naszej alei. Szybko wracamy i idziemy w górę, na pierwszy szczyt.

Figa ciągle namawia na dalszy spacer, ale Bolek nie chce iść, więc wracamy.

Łatka (bez ogona) na dobre wprowadziła się do Danusi. Bidula mieszka chyba w pobliżu, a na posiłki przychodzi do Danusi i nie jest już taka dzika. Plamka i Malinka w zasadzie przesypiają od karmienia do karmienia, ale czasem je widuję. Piegusek zrobił się strasznie płochliwy - zdziwaczał nieco, ale zdrowy. Od szeregu dni nie widać nigdzie Szarusi.... ale o tym następnym razem.

Pojawił się nowy kot - podobny do Tosi. Spotykamy go na spacerach, a raz nawet Bolka przegonił z zaklętej działki - widać to jego teren. Od dawna nie spotkałam Burasa (syn Łatki), ale pewnie szuka dziewczyn gdzieś dalej na osiedlu.

Tagi: kot
12:39, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Łapka ją bolała.

Przez dwa dni przeglądałam fotki z jednego z minionych dni (9 stycznia, zanim spadł śnieg) i coś przygotowałam.

Tego dnia Tosia nie przyszła i trzeba było po nią iść. Wybiegła na spotkanie

ale już po paru jej krokach zauważyłam, że kuleje na tylną łapkę.

Mimo tego, poszliśmy na spacerek w górę. Bolek pobiegł na znany mu kompostownik, Figa na trawnik

wytarzać się w trawie, bo przecież pięknie ją wyczesałam nowym, wypasionym grzebieniem, który dostała na gwiazdkę (Leya dostała furminator, a działkowce miesięczny zapas puszek) od moich dzieci.

Całą fryzurę szlag trafił, ale Figa nareszcie miała to, co chciała - śmieci w kudłach i wygląd bezdomnego.

Zostawiłyśmy Bolka i szłyśmy w górę. Tosia przysiadała co parę kroków,

aż w końcu wylądowała na moich rękach.

Zerwałam jakieś zielsko, by ją sprowokować. Zwykle, gdy tylko dotknę trawy lub gałązki, Tosia biegnie gotowa do zabawy. Tym razem zainteresowana nie była. Obmacałam ją całą, ale nie reagowała bolesnym miauczeniem, więc pewnie tylko sama gdzieś coś naciągnęła.

Suchym badylem zainteresował się Boluś i tak dotarliśmy do połowy szczytu. Boluś wypatrzył bażanta i obmyślił całą skomplikowaną taktykę podejścia do ptaka. Zbiegł nieco w dół, potem wzdłuż ogrodzenia, za altankami się skradał... no i bażant zwiał. Tosia siedziała na krawężniku i nic jej nie interesowało.



Dalej nie poszliśmy, bo z góry nadeszła znajoma i wracałyśmy razem. Tosia na ręku przez większość drogi.

Poszliśmy zobaczyć, co słychać u kociąt. Tosia oczywiście zatrzymała się przy naszej alei.

Tam też zaskoczenie - na spotkanie wyszła Nieśmiała. Przybiłyśmy sobie piątkę na powitanie, a w oddali wypatrzyłam siedzącą Łatkę (ich matka, ta bez ogona).



Boluś, jak widać było, uprzejmością się nie popisał. Poszedł w stronę Łatki i zobaczyłam w końcu nadbiegającego Śmiałka. Drań jeden musiał być bardzo daleko, że tak długo biegł na spotkanie, ale ulżyło mi. Milusi jak zawsze, mimo, że nie miałam nic na ząb.



I tym razem Boluś uprzejmością nie zgrzeszył - trudno, każdy może mieć zły dzień, a on pewnie Tosi łapką był przejęty.

Wracaliśmy do siebie i zmartwiłam się dochodząc do naszej alei - Tosi nie było, a głodna przecież. Zła byłam na siebie o tę wizytę u kociat, Tosia pewnie się obraziła. Na szczęście nie, czekała na studni, na naszej działce - kochana Tosieńka.

Następnego dnia padał deszcz. Weszłam na teren działek i tuż za bramą zobaczyłam kota. Leżał bez ruchu na trawniku. Nogi mi się ugięły, bo myślałam, że to Tosia. Dopiero po paru krokach w jego stronę zauważyłam długie, białe skarpety na przednich łapach. Był jeszcze suchy i nawet wydawało mi się, że widziałam jego ostatni oddech. Biedak pewnie wpadł na obwodnicy pod samochód, potrącony przebiegł tych parę metrów i dokonał żywota. Natychmiast zadzwoniłam do Danusi i uprzedziłam ją, by tak jak ja szoku nie doznała. Żal straszny, bo widziałam tego kota parę dni wcześniej - piękny, ale jednak szczęście, że to żaden z naszych. Tego dnia fotek nie robiłam, ciągle o tym kocie myślałam. Wieczorem pojawiły mi się te błyski w oku. - początkowo drobne, potem błyskawice dosłownie i uczucie galarety pod powiekami.

Jutro mam wizytę u okulisty i może coś zaradzi. Dalej obraz zamazany, widzę tylko z dużej odległości, ale prawie minęły te błyski w oku.

 

Tagi: koty
19:30, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (19) »
sobota, 19 stycznia 2013
Mam problem.

Mam problem z oczami i to główny powód przerwy na blogu. W dzisiejszych czasach czeka się na wizytę u specjalisty niestety. 

Przepraszam, że nie odpowiadam na komentarze, ale mam duży problem z pisaniem - aby coś przeczytać muszę oddalać się od monitora. Mam okulary z antyrefleksem, ale problem jest chyba w czym innym.

Wstyd mi, że tak bez uprzedzenia przerwę zrobiłam, więc parę słów o tym co się dzieje. Nie wiem jakie są te fotki, bo wszystkie widzę zamazane.

U nas teraz zima, śnieg i zimno bardzo. Na spacery chodzimy. 

Piękne legowisko, które wygrał Boluś zaniosłam do altanki. Umieszczałam w różnych miejscach, ale Bolek zainteresowany nie jest. Coś mi się zdaje, że to podstępne działania Tosi - pewnie powiedziała, coś w rodzaju, że jest bardzo kobiece. Kiedy przychodzę po południu na działkę, w kocim legowisku leży Tosieńka. Wstaje jednak natychmiast i przeskakuje do misek z jedzeniem i nie mogę tego udokumentować. 

Jak już wspominałam, po Sylwestrowych fajerwerkach zaginął Nieśmiałek, a właściwie Nieśmiała, bo to z całą pewnością dziewczyna jest. Bardzo nas to wszystkich zmartwiło, więc mimo grypy poszłam do kotów trzeciego stycznia.

Najpierw był spacer na sam szczyt działek - bez przygód.

Tosia trzymała się blisko mnie, a w większości na rękach.

Boluś obserwował bażanta za płotem, ale nie udało mi się go sfilmować, bo odleciał.

Potem poszliśmy do kociąt. Na spotkanie wyszedł Śmiałek, a potem pokazała się Nieśmiała. Jak nigdy była bardzo ośmielona i skora do zabawy - to był udany dzień.

 

Tagi: koty
13:31, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (16) »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30