Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Kategorie: Wszystkie | na czasie | wspomnienia
RSS
sobota, 05 stycznia 2013
Nowy Rok.

 

Wszystkim naszym Czytelnikom

bardzo, bardzo serdecznie dziękuję

za życzenia, komentarze i głosy oddane na Bolka.

 

***

Nowy Rok nie rozpoczął się dla nas dobrze. Już przed Sylwestrem dopadła mnie grypa i trzyma do tej pory. Może by trwała krócej, ale diabli mnie kusili i do kotów zaglądałam, a zimne wiatry wieją u nas straszne.

Humor poprawiła mi przesyłka od Krysi z wygraną Bolusia. Piękne, wygodne legowisko. Nie ukrywam, że w pierwszym momencie gotowa byłam oddać je Leyi.

Księżniczka obwąchiwała, oglądała, ale

nie miała odwagi wejść i położyć się.

I dobrze, bo to Bolka przecież, on wygrał, jego trofeum i przykro by mu było.

Potem okazało się, że internetu nie ma - no możne przez wiatr, ale kablówka była, a dostawca ten sam. Internet się pojawił, to komputer zaczął dziwnie się zachowywać i trwa to do tej pory. Zawiesza się, uruchamia kiedy chce. Pocztę tylko pokazuje, a otworzyć nie chce, no chyba że humor ma lepszy. Wszystko szwankuje - raz działa, raz nie i jak tu kogoś sprowadzić i pokazać o co chodzi.

To jednak moje problemy, koty takich nie mają. Sylwestra spędzaliśmy w domu z Figą na kolanach - płakała, skamlała, trzęsła się cała jeszcze przed godziną 24. Opuściłam żaluzje, a i tak w mieszkaniu jasno było od sztucznych ogni - biedny pies. Następnego dnia, mimo choroby poszłam na działkę. Koty czekały. Nieco podniecone były, mimo niezwykłej ciszy. Już nawet myślałam, że to ja słuch straciłam, bo tak niesamowicie cicho było, aż strach mnie oblatywał. Wyraźnie jednak było słychać miauczenie Tosi - pewnie na tę nocną orgię świateł i wystrzałów się użalała.

Poszliśmy kawałek w górę działek.

Zwierzaki może nawet coś słyszały, ale mnie dziwna cisza niepokoiła.

Boluś nie przejmował się niczym. Spenetrował kępę iglaków,

potem zajrzał do zrujnowanej altanki.

Tosia nie poszła za nim, ale pierwszy raz przysiadła na tej balustradzie. Potem nawet wskoczyła na malutką werandę i szybko wróciła.

Wróciliśmy na dól by zajrzeć jeszcze do maluchów.

Na spotkanie wyszedł niezawodny Śmiałek. Wkrótce przyszła jego opiekunka i dowiedziałam się, że od rana nie ma nigdzie Nieśmiałka, a właściwie Nieśmiałej, bo to dziewczynka.



Tosia znowu czekała przed zakrętem, wiec wracaliśmy tą samą drogą. Nie widziałam innych kotów - wszystko się gdzieś poukrywało.

Na działce była Danusia. Piegusek od rana dziwnie się zachowywał - wystraszony, nie jadł. Przyszła jednak Bidula i zjadła wszystko co dostała. Już nie leży na ostatniej działce, przychodzi do Danusi i głośnym miauczeniem upomina o jedzenie.

Ps.

Nie wiem czy jutro uda się opublikować notkę, więc już zdradzę, że Nieśmiałek wrócił.

Tagi: koty
18:48, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (14) »
sobota, 22 grudnia 2012
Zmiana taktyki.

Tosieńka czekała na działce - ona ciągle zaskakuje, jutro pewnie wymyśli coś nowego.

Wczoraj spacer ją ominął, więc specjalnie dla Tosi poszliśmy w górę. Zimno jednak i wiatr, ale czego się nie robi...

Po drodze, przy naszej alei spotkaliśmy Łatkę.

Nawet pozwoliła mi podejść bliżej.

W tym czasie Bolek szukał w rzepaku swojej nornicy - pewnie sprawdza czy nie schudła (to na czarną godzinę). Tosia czekała cierpliwie.

Szliśmy w górę. Przed działką ze zrujnowaną altanką siedział Nowy. On chyba jednak jest działkowy, nie domowy. Trzyma się tego samego miejsca i to przy takiej pogodzie.

Podeszliśmy z Bolkiem bliżej  i Nowy odszedł. Specjalnie się nie spieszył, ale na bliższe znajomości ochoty nie miał.

Dalej nie poszliśmy - zimno. Bolek poszedł za nim, ale wkrótce wrócił i skierował prosto w dół.

Tosia czekała, a potem nie była zadowolona, że wracamy. Ociągała się z zejściem z ławki. Pewnie wyczuła, że chcę jeszcze do kociaków zajrzeć.

Za płotem wypatrzyłam Bidulę. Ona chyba nie jest zupełnie normalna.

Tyle domków, przytulnych miejsc i misek z jedzeniem, a ona na tej łące, na wietrze i mżawce. Może tak bardzo ceni sobie dziczyznę, że żadne warunki nie powstrzymają jej od polowania.

Tosia oczywiście zatrzymała się przy naszej alei. Zdziwił mnie Bolek, który przeszedł tylko kawałek i na kompostowniku się zatrzymał. Szybko poszłam dalej, w aleję Śmiałka. Przybiegł bardzo szybko. Nie podszedł do Figi, która wczoraj okazała taką obojętność.

Śmiałek zmienił taktykę. Chciał być postępowy, złamać konwenanse i z psem się zaprzyjaźnić, ale poniżał się nie będzie. To inteligentna bestia, więc już dawno zauważył, że najłatwiej jest manipulować człowiekiem. Z niewiadomych powodów, pies słucha człowieka, a koty respekt mają przed psem. Już dawno powinien to zrobić, zmanipulować człowieka od psa i wtedy będzie już Królem działek, a Bolesławowi zostawi jego Księstwo, a co tam, odbierał mu nic nie będzie. Jak sobie postanowił tak uczynił. Podbiegł do mnie i miauknął "pogłaszcz mnie po brzuszku dobry człowieku" - pogłaskałam. Tym sposobem Człowiek pokazał, że słucha kocich poleceń - droga na szczyt kariery już dużo krótsza, pomyślał Śmiałek.



Wróciłam do moich kotów. Okazało się, że Bolek odczekał, aż się oddalę i poszedł w tym samym kierunku, ale nie za mną. On na spotkanie szedł. Obok altanki siedział Nowy i wyglądało na to, że koty już sobie porozmawiały. Może to jest Nowa i Bolek, tak jak kiedyś Łatkę zaprosił do siebie?

Coś mi się wydaje, że będziemy miały kolejnego darmozjada do wykarmienia.

 

***

 

Wszystkim Czytelnikom i ich sierściuchom,

życzymy

zdrowych i wesołych Świąt.

 

Spotkamy się dopiero po świętach, bo mamy już gości i trochę mało czasu.

Tagi: koty
18:20, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (15) »
piątek, 21 grudnia 2012
Deszczyk.

Znowu przewrócona kostka brukowa, stanowiąca próg do kociego wiatrołapu. To nie pierwszy raz, jaki kot z takim impetem z altanki wybiega? Rano po naszej działce chodził lis - zeskakiwał z kompostownika, gdzie jedzenie dla bezdomnych (kotów). Może to on do altanki wejść próbuje, a tam drugie wejście tak małe, że Bolek o linię dbać musi, bo pewnego dnia się nie przeciśnie.

Deszczyk, zimno, więc Tosia nie przyszła. Co będzie darmo chodzić, skoro i tak po nią przyjdziemy przed spacerem. Poszliśmy oczywiście. Boluś zajrzał na wszelki wypadek pod tuję, bo ona tam zwykle czai się na niego. Bolek o tym wie i Tosia wie, że on wie, ale to już taka tradycja. Potem jest bieg kto pierwszy do zakrętu.

kot

Tośki jednak nie było. Poszliśmy dalej, ale najpierw w pierwszą aleję. Może właśnie idzie na skróty, to się spotkamy.

kot

Tam jednak też jej nie było, a wołałam, a Bolek nawet przez płot przeskoczył na działkę z oczkiem wodnym. Zawrócił jednak w połowie drogi i szybko w moją stronę - coś go wystraszyło. Poszliśmy więc pod tę altankę, która jest jej tajną kryjówką (ona tak myśli). Zapukałam, zawołałam, Bolek za "drzwi " głowę włożył - cisza, nikogo nie ma w domu. 

Czyli poszła już dolnymi działkami - konspiratorka szalona. Wiecznie zmienia trasy, kluczy, jak jakiś as wywiadu, a to tylko dziennikarka, kociego, plotkarskiego portalu ( a może właśnie dlatego).

Pogoda paskudna, Tośki nie ma, więc nie musimy iść pod górę, tylko spokojnie do kociaków. Nikt nas powstrzymywał nie będzie i chrupki miałam przy sobie.

Już z daleka widziałam biegnącego na nasze spotkanie Śmiałka. Znowu nie poszedł w stronę Bolka, który jeszcze niedawno był jego idolem. Śmiałek, ambitna bestia, zorientował się, że przy Księciu Bolesławie, to on może być najwyżej paziem, a potem powoli awansować. To mu się nie uśmiecha, on po szczeblach dworskiej kariery piął się nie będzie. Od razu widać, że tu najważniejszy jest Pies. Teraz będzie zabiegał o względy Figi, a przy niej, to on od razu wyżej Bolka w tym świecie będzie.

Figi kocie układy zupełnie nie interesują - ma być spokój, bez bijatyk i każdy na swoim terenie (po właściwej stronie krawężnika). Nie zwracała uwagi na kociaka, więc głęboko się pokłonił, potem subtelnie łapką trącił i grzecznie powitał. Na wszelki wypadek, z szacunkiem przed Bolkiem usiadł, by się jednak nie narażać i ze swoimi planami za wcześnie nie wydać. Boluś jednak coś przeczuwa. Postanowił udzielić małemu audiencji, ale w odpowiedniej dla książęcego majestatu oprawie. Usiądzie na tronie. Nawet już odpowiedni wypatrzył - niestety kłujący był i wejść się nie dało. Nic się nie stało - znajdzie inny.

 

 Śmiałek, tym razem nie odprowadził nas - bo deszcz.

Wróciliśmy do altanki, z przekonaniem, że tam już Tosia czeka. Niestety, nie było jej. 

Nie pierwszy to raz, ale ten lis.... może Tosię... - musiałam to sprawdzić. Wróciliśmy na tamtą działkę, a Tosia zaspana, cieplutka wyszła do nas przez płot. To już tak późno? - zamiauczała.

Taka byłam na nią zła, że wzięłam małpę na ręce i zaniosłam prosto do nas na kolację - początkowo była bardzo zadowolona. Przed altanką warczeć zaczęła i bać się. Postawiłam ją na stole i przez cały czas głaskałam, aż zjadła. Po kolacji, wypadła jak strzała i uciekła. 

Tagi: koty
09:37, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (19) »
czwartek, 20 grudnia 2012
Serce się raduje.

 

Mam dwie radosne wiadomości.

Pierwsza wiadomośćod Abigail, opiekunki Urwisa i Denisa (zwanego też Małym Kotem), o których pisze na Koty, pies i węże dostałam przepiękne bombki, na których mam:

Bolusia   i  Tosieńkę

  

Leyę i Trusię, która za Tęczowym mostem bryka

  

Lucynkę co zaginęła, ale wróci  i   Lusię - kocią wróżkę  

   

Mambę   i   Pumę  

  

i oczywiście Figę - psa pasterskiego,

który z braku owiec, pasie na działkach koty i całkiem dobrze sobie radzi


 

Abigail zrobiła coś więcej, ubrała nam choinkę, która jest teraz tapetą na moim ekranie

 

Dziękujemy Ci bardzo pięknie Abi.

 

Druga wiadomość, to wyniki Leyi.

Księżniczka w pościeli, jak na rekonwalescentkę przystało, ale jest lepiej.

Z uwagi na podejrzenie białaczki, albo jeszcze czegoś równie paskudnego,

wczoraj zrobiono testy na białaczkę i FIV.

Testy wyszły negatywne.

Teraz, po odrobaczeniu, wrócił jej apetyt - może to była przejściowa sprawa. Poczekamy miesiąc, znowu odrobaczymy, zważymy.

Dopiero po powrocie do domu, przypomniałam sobie, że Leya ma "ciche ruje". Ostatnio pani doktor wspomniała, że to może być spowodowane jakąś nieprawidłowością, może trzeba USG zrobić. Przypomnę o tym na wizycie kontrolnej Figi jutro i zobaczymy, co dalej będzie.

 

Dzisiaj do godziny 20,00

ostatni dzień

GŁOSOWANIA 

w konkursie Kot w oknie 

organizowanym przez Klub Kota Jasna 8

 Boluś z nr 26,

kot w oknie

Tagi: koty
13:03, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (17) »
środa, 19 grudnia 2012
Wieści z Mazowsza.

Lusię ciągle intryguje Pola, niby to też dziecko jak Zuzia jednak nie gnębi, nie nosi, nie poucza i strofuje, nie gania po domu. Kota wykorzystuje każdą okazję aby poprzytulać się do małej, nawet na przewijaku,

 gdzie leżą tylko chwilkę.

Jak Pola zaśnie układa się przy niej na leżaczku i śpi w najlepsze.

Każdy wie, że dobrze zbilansowana dieta jest najważniejsza. Lusia stwierdziła ostatnio niedobór błonnika i zbóż u siebie, więc postanowiła to nadrobić przy śniadaniu. A że ciemne pieczywo najzdrowsze, wybrała kromkę razowego chleba

 i z apetytem zjadła kawałek.

Po śniadaniu, koniecznie gimnastyka, a raczej symulowane polowanie dla rozgrzewki, przed tym prawdziwym.



Mięśnie rozluźnione, zmysły wyostrzone, czas zapolować na dziczyznę.



Zima przyszła, mróz na dworze i trzeba czasem dogrzać futro. Można spać na ciepłym, ale wąskim kaloryferze, jednak to strasznie niewygodne (twardo, wąsko, nogi zjeżdżają i zdarza się spaść),

więc Kamila zrobiła dla Lusi nowy gadżet. Powiesiła na grzejniku, kiedy kota spała, bo to niespodzianka była.

Siedziało się całkiem wygodnie, plecki można było grzać, albo boczek jeden, potem drugi

i w końcu wygodnie położyć, nawet brzuchem do góry, bez obawy, że się spadnie. To było to, o czym marzyła - prywatna leżanka w ciepłym miejscu, gdzie nikt na ogon nie usiądzie i rozpychał się obok nie będzie.

I tu się myliła. Leżankę, niestety musi dzielić z innymi - Zuzankowymi kotami, tygrysami itp. - one przecież też muszą się dogrzać.

W dodatku na leżance nie jest tak ciepło, jak bezpośrednio na grzejniku,

wiedzą o tym nawet Zuzankowe koty.

 

 

 

Ps. 

W dalszym ciągu zapraszam do

GŁOSOWANIA 

w konkursie Kot w oknie 

organizowanym przez Klub Kota Jasna 8

 

Boluś z nr 26,

kot w oknie

Tagi: koty
10:34, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (16) »
wtorek, 18 grudnia 2012
Upadki kontrolowane.

Tosia przyszła od razu. Musiała byś właśnie w drodze, kiedy po nią dzwoniłam.

Minęliśmy Malinkę na występach gościnnych u sąsiadów

i poszliśmy w stronę kociaków. Wiatr był okropny, więc nie pisałam się na spacer w górę. Tosia doszła do połowy drogi i została na krawężniku - fobie wróciły. Boluś idzie tam, gdzie ja, on na wszystko się godzi.

Od razu pojawił się Śmiałek. Żałowałam, że nie wzięłam chrupek by go poczęstować. W kocim świecie jest to duży nietakt.  

Śmiałek jednak jest niezwykle wyrozumiały i nie obraził się. Wręcz przeciwnie, pokazał cała serię kontrolowanych upadków. Ciągle ćwiczy, to teraz jego numer popisowy. Nieśmiałek też się popisał, polowaniem na zimowego owada - to zaklęta działka, więc owady latają nawet zimą. Pewnie dlatego, koty ostatnio właśnie tam siedzą.



Bolek w tym czasie poszedł w oziminę - tam najczęściej spotkać można teraz gryzonia.

Wracał przez ogrodzoną działkę, co łatwe nie było. Płot nisko nad ziemią, a Boluś słusznej jest postawy.

No i przecisnął się. Nie czekając na moje zawołanie, ruszył w drogę powrotną, bo pewnie o Tosię się martwił.

Śmiałek, naśladowca, też przez płot, ale między żerdziami w ślad za Bolkiem.

Na ugiętych łapkach, jak szpieg prawdziwy.

Bolek go wyczuł, ale nic sobie z tego nie robił i pobiegł na aleję. Śmiałek postanowił, że pokaże kolejną sprawność, jaką ostatnio zdobył - wdrapywanie się na drzewo.  Zrobił to bardzo zgrabnie, mimo silnego wiatru i wymagającej publiczności. Niestety, nikt go nie pochwalił, bo publiczność uznała, że powinien już umieć chodzić po drzewie, wdrapywanie się, to dla małych kociąt dobre. Przez moment Bolek chciał mu pokazać, jak się napada na inne koty i na Tosię zaczaił. W porę jednak się zreflektował, że to nie jest wychowawcze. Damom należy okazywać szacunek, a nie końskie zaloty. Tośka też okazała całkowitą obojętność dla Śmiałkowych popisów. Przykro mu się zrobiło bardzo, czułam to. Posmutniał,  niemal załamał, odszedł na swoje podwórko i może nawet zapłakał. Na szczęście ma wiernego przyjaciela Nieśmiałka, który zachwycony jest wszystkim, co Śmiałek robi i słusznie.



Bolek, przekonany, ze Mały podgląda go zza winkla, wskoczył na inne drzewo. Rozejrzał się i nie będąc pewnym, że jest podziwiany szybko z akrobacji nadrzewnych zrezygnował. Darmo mięśni nadwyrężał nie będzie, a dla zdrowia, to on ćwiczy rano.



Na Tosi popisy Bolka zupełnie nie zrobiły wrażenia. Była tak znudzona i zniesmaczona, że poszła podziwiać widoki za płotem. Potem naostrzyła sobie pazurki, ale nie wiem na kogo.



Powoli, w całkowitej zgodzie wróciliśmy na kolację.

 

 

Ps. 

W dalszym ciągu zapraszam do

GŁOSOWANIA 

w konkursie Kot w oknie 

organizowanym przez Klub Kota Jasna 8

 

Boluś z nr 26, kot w oknie

z całej mojej trójki ma teraz największe szanse.

Tagi: koty
14:01, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Odprowadził nas.

Odwilż, mokro, ale bez wiatru, więc w górę. Bolek odwiedził zbiornik z wodą na działce bokserki Bery.

Zbiorniki jest zabezpieczony i Boluś może chodzić po cienkim lodzie - zna to miejsce doskonale.

biały kot

Figa i Tośka zainteresowały się zawartością kompostownika - to tylko jedzenie przyniesione dla ptaków - były zawiedzione.

kot i pies

Bolek się napił i poszliśmy dalej - oczywiscie po krawężniku by łapek nie przemoczyć.

kot

W oddali słychać było bażanta. Zainteresowało to Bolka i pobiegł w głąb działek.

Szukał w iglakach,

kot w iglakach

Tosia też doszła i też niczego nie znalazła.

Bolek pobiegł na drugą stronę alei, bo może ptak tam uciekł, ale tam też go nie było.

pies i kot

Bażant znowu się odezwał. Tosia podbiegła, ale zrezygnowała z poszukiwań. Bolek pobiegł dalej i okazało się, że ptasior jest daleko za ogrodzeniem, w lasku.

Zawróciliśmy i po drodze spotkaliśmy Danusię. Poszliśmy w odwiedziny do kociaków. Przywitał nas Śmiałek.

kot

Na zaklętej działce siedział Nieśmiałek.

kot

Śmiałek pobiegł przywitać Bolka - wybaczył mu wstręty czynione poprzedniego dnia, bo on nie jest pamiętliwy.

koty

Śmiałek znowu nas śledził, a właściwie Bolka. Odprowadził nas aż do naszej alei. Tam zatrzymał się przy miskach z jedzeniem, ustawionych przez Danusię dla Biduli. Dla przypomnienia -Śmiałek to młodszy brat przy przyrodni Biduli, a ich mamą jest Łatka bez ogona.

 

***

Od dzisiaj głosowanie w konkursie fotograficznym  Kot w oknie

W konkursie biorą udział moje wspaniałe koty, które proszą o głos - niestety tylko jeden, tzn. tylko na jednego kota.

Bolek nr 26,  Tosia nr 25,  Leya nr 27    

kot w oknie  kot w oknie 

kot w oknie

Przeglądarka Google Chrome (u mnie) niestety nie chce pokazać sondy na głosowanie, znajdującej się na blogu Klub Kota Jasna 8,

ale można to zrobić korzystając z każdej innej.

ZAPRASZAM DO GŁOSOWANIA

 

Przypominam o wpisaniu w komentarzach pod sondą, że oddało się głos.

Tagi: koty
11:09, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (18) »
niedziela, 16 grudnia 2012
W odwiedzinach.

Dawno już u kociąt nie byliśmy, więc mimo Tosinych oporów poszłam w tamtą stronę. O dziwo, Tosia nie została na rogu naszej alei, tylko dzielnie szła za mną. 

Kiedy zobaczyła Bolka na krawężniku, zaraz tam pobiegła i usiadła sobie. Tak jest ciągle. Siada i Bolek musi z krawężnika zejść. Wyminął ją bokiem, to znowu drogę mu zabiegła i znowu to samo - takie to już Tosine, małe złośliwości. A może chciała go powstrzymać przed spacerem w tamtą aleję. Wołałam ją dodając odwagi i usłyszał nas Śmiałek.

Przywitał się z Figą, chociaż nerwów go to trochę kosztowało (zawsze to pies), a potem chciał pokazać jaki to on wyluzowany i tak obojętnie, na luzie o płot chciał się oprzeć. Miał pecha, deska zbyt wysoko była i Śmiałek się przewrócił. Złapałam już ostatni moment.



Nadszedł Bolek i syknął do Śmiałka, że oferma jest, na co mały odpowiedział, że to zamierzone było, w ramach ćwiczenia kontrolowanych upadków. Bolek chyba nabrać się nie dał, bo syknął pogardliwie, więc nieco obrażony Śmiałek pobiegł do Figi, zapytać czy jego fikołek przez plecki jej się spodobał. Figa przez uprzejmość przytaknęła, czym dodała mu otuchy.  Za studnię podbiegł Nieśmiałek, ale nie ujawniał się - miał zły dzień i stronił od towarzystwa. Potem Boluś nie popisał się, odganiając Śmiałka od drzewka, a ten chciał tylko pokazać, że on też już tak umie.



Pojawiła się Tosia. Usiadła w rogu ogrodzenia i obserwowała sytuację. Ona lubi kocięta, ale boi się ich natarczywości, jakoś podejścia do dzieci nie ma - nikt nie jest idealny. 

Śmiałek ją zauważył, boczkiem, boczkiem, za roślinami pobiegł i wyszedł na aleję.

Czy Tośka sygnał dała, czy może jej obojętność sprawiła, w każdym razie nie podszedł do niej. Taktycznie, wolał się nie narzucać i pobiegł do Figi, bo ona w tym towarzystwie najbardziej pokojowo nastawiona była. Tośka miała ochotę odejść, ale honor jej nie pozwalał. I może Śmiałek by się odważył, ale zobaczył, jak Bolek na drzewo wskakuje, jego drzewo (i Nieśmiałka). Może miał zamiar mu nagadać, może nawet by Bolka zepchnął, ale szacunek dla starszych jednak go powstrzymał.



Bolek odszedł, a Śmiałek został na miejscu, widać to granica jego terytorium. Może, kiedy Bolek już tego nie widział, też na drzewo wskoczył.

Na polanie przed bramą, Boluś zaproponował trasę w górę, by spacer wydłużyć.

Tośka nieco w łapki zmarzła i wolała po płocie przejść kawałek.



Nie spotkaliśmy tym razem Biduli. Pewnie wcześniej Danusia ją nakarmiła i kotka poszła w bardziej ustronne miejsce.

Tagi: koty spacer
14:41, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (6) »
sobota, 15 grudnia 2012
Nieszczęścia chodzą parami.

 

Figa szła przodem i coś mi nie pasowało w jej chodzie, postawie. Wieczorem zaczęła się wylizywać, ale mowy nie było by dała obejrzeć sobie okolice ogona. Ona już taka jest - samo się zagoi. Jak miała rozciętą łapę, to zorientowałam się po plamach krwi na podłodze. Rano biegała, szalała na śniegu, więc czekałam z wizytą u weta do czasu telefonu, że są wyniki Leyi.

Telefon zadzwonił akurat w porze spaceru z kotami i okazało się, że mam tylko godzinkę czasu. Szybko na działkę by wydać kolację. Zadzwoniłam na Tosię, a Bolek na drzewo wskoczył by ją wypatrzyć chyba.

Nie wypatrzył, bo Tośka z drugiej strony przyszła - konspiratorka.

Bolek tylko ciepłe mleko wypił, którym podlałam puszkę i wybiegł na aleję. Tosia w spokoju jadła, ale suche. Szybko zamknęłam altankę i do domu po księżniczkę. Boluś czekał na alei i bardzo smutny się zrobił, kiedy skręciłam w stronę bramy - wiedział, że spaceru nie będzie. Szkoda mi go było bardzo.

Leya w kontenerze, Figa na smyczy i do weta. To blisko, więc pieszo. Na chodnikach chlapa, Figa ubłocona po pachy - zupełnie do wizyty nie przygotowana. Po drodze przysiadała na śniegu i wyraźnie chłodziła sobie pupę. Do weta musiałam ją wciągnąć, nie dała się nabrać, że idzie tylko dla towarzystwa.

Wyniki Księżniczki... nie są zadowalające.

Te na wątrobę i nerki w normie.

Morfologia już gorsza. Krwinki białe 2,75 przy dolnej granicy 6,0. Neutrofile zaniżone. Limfocyty LYM  [G/I] 1,32 przy normie od 1 do 4, ale [%] 48 przy normie od 15 do 38. Krwinki czerwone zawyżone.

Czekamy jeszcze na rozmaz - badania w toku. 

Straciła na wadze 0,8 kg.  Ma już apetyt, biega, bawi się - co jej jest.

Została odrobaczona, bo to nie będzie miało wpływu na dalsze, ewentualne leczenie.

Potem przyszła kolej na Figę. Jak przewidywałam, zachowywała się mniej histerycznie niż w domu - do czasu. Przetoka, jest żle. Przy próbach wyciskania gruczołów wyrywała się i przeskakując nad moją głową trzy razy lądowała na podłodze. Potrzebny ktoś silniejszy do pomocy. Cierpiała przy tym bardzo. Dostała dwa zastrzyki i jutro kolejna wizyta.

Odniosłam Leyę do domu. Już się nawet rozebrałam, ale przed oczami stał mi ten smutny, zawiedziony Bolek. Nie było jeszcze ciemno, więc poszłam. Figę musiałam namawiać, bo miała pewne obawy, że może znowu do weta.

Już z alei zobaczyłam w oknie altanki biały krawacik Tosi. Czekała na spacer. No i jak mogłam nie przyjść. Boluś nawet o nogi mi się ocierał - taki wylewny z radości. Poszliśmy kawałek w górę. O dziwo cieplej się zrobiło.

Figa biegała, nawet z Tosią się ścigała. 

Tośka Bolka napadła, ale tylko tak dla zabawy, a Boluś poszedł szukać bażanta. 

Kiedy czekałyśmy na Bolka, wypatrzyłam kota, którego ostatnio spotkaliśmy pod dachem zrujnowanej altanki. Szedł w dół, w stronę naszej działki. Na nasz widok zawrócił.

Śnieg był tam głęboki i kot wyraźnie się w nim zapadał. Może to on odwiedził Bolka poprzedniej nocy - pewne rodzinne podobieństwo daje się zauważyć, może to krewniak jakiś.

Teraz w nerwach czekamy na poniedziałkowe wyniki badania krwi i już się boję dzisiejszej wizyty Figi u weta. 

Tagi: koty pies
10:14, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (15) »
piątek, 14 grudnia 2012
Goście byli.

 

Dzisiaj ostatni dzień

zgłaszania kotów do konkursu fotograficznego

organizowanego

przez  Klub Kota Jasna 8

temat: Kot w oknie

konkurs

 Zgłaszam trzy zdjęcia, na których są:

Bolek 

kot w oknie

 

Tosia

kot w oknie

 

Leya

kot w oknie

 

Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie i głosowania.

Głosowanie rozpocznie się 17 grudnia i potrwa do 20 grudnia na blogu Klub Kota Jasna 8

Będzie mi bardzo miło, jeżeli zagłosujecie na jedno z tych zdjęć.


***

 

Nie byłam pewna czy pójdziemy na spacer, bo wiatr, śnieg i zimno. Dałam kotom jedzenie - najpierw wołowinę z warzywami, bo taką przyniosłam już otwartą. Wzgardziły, one marchewki jeść nie będą, a grzebanie w jedzeniu nie jest kulturalne. Wzięłam drugie miski i nałożyłam wołowinę z wątróbką w sosie. Podlałam nieco rozcieńczonym, gorącym mlekiem. Bolek wypił mleko i wypadł z altanki, słusznie przeczuwając, że chcę się wymigać od spaceru. Nie mogłam mu tego zrobić. Tosia szybko do nas dołączyła.

Jak zimno i wiatr, to wiadomo że są gonitwy, skoki

i prowokacje.

Figa była zadowolona i nic jeszcze nie wskazywało na to, że coś jej dolega.



Tosia w połowie drogi zaszyła się przy altance, pod zbiornikami na wodę. Boluś doszedł do kępy iglaków i też zawrócił. 

To nie była pogoda do spacerów.

Tosia wyszła z kryjówki i powoli szła za nami.

Prowadził Bolek, a za nim Figa. Nie zachowywała bezpiecznej odległości na drodze i Boluś co parę metrów zatrzymywał się, by ją strofować, że nadepnie mu w końcu na ogon.

Po powrocie, Figa dokładnie obwąchała altankę. Tosia do altany wejść nie chciała i musiałam ją wnieść. Jadła, ale cały czas warczała niczym bulterier (znak, że przed chwilą w altance był obcy). Bolkowi przestawiłam miskę na parapet, ale i tak w takich warunkach apetyt stracił. Zaniosłam kopiastą tackę wzgardzonej wołowiny z marchewką na kompostownik i jeszcze szklankę suchego (trzy działki przed naszą, widziałam Szarusię, może czekała na jedzenie). Tosia w tym czasie opuściła altankę zostawiając połowę swojej porcji i usiadła w pergoli. Bolek siedział po iglakiem. Uzupełniłam suche w pojemniku, wlałam resztę ciepłego, rozcieńczonego mlek do miski i tak je zostawiłam.

Rano byłam przekonana, że w altance zastanę miski z zamarzniętym, niezjedzonym jedzeniem i mlekiem. Nic podobnego. Najpierw poszłam na kompostownik - miski wylizane. W altance miski czyściutkie i nawet jednego chrupka. Bolusia nie było w jego sypialni, spał w gościnnej i obudziłam go zaglądając tam. Jaki ten Bolek poczciwy - jedzenie całe rozdał i jeszcze własną sypialnię komuś odstąpił. Widać gości było więcej.

 

Tagi: kot
09:40, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (12) »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30