Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Kategorie: Wszystkie | na czasie | wspomnienia
RSS
niedziela, 02 grudnia 2012
Za zimno było.

Mgła, mżawka i zimno. Tosię spotkałam na początku naszej alei, właśnie szła na kolację. Boluś spał i obudziłyśmy go. Tosia zjadła parę chrupek i już gotowa była na spacer. Bolek niewyspany, wskoczył na parapet i ani myślał wychodzić w taką pogodę.  Kiedy wyruszałyśmy nadal tam siedział.

Tosia szła przodem i Bolkiem głowy sobie nie zawracała.

Wstąpiła na działkę z rzepakiem. Coś usłyszała. Po chwili pojawił się Bolek. Zanosiło się na polowanie, ale Tosia szybko zrezygnowała - i tak mokra była cała. Boluś jeszcze został w nadziei, że jemu szczęście dopisze.

 

Szybko nas jednak dogonił. Szliśmy w górę.

 

 

Po drodze Tosia jakiś masaż sobie robiła - może mięśnie nadwyrężyła przy skoku, a może zapach próbowała zamaskować. Już ona wie co i po co, ale to kocia tajemnica przekazywana z pokolenia na pokolenie. 



Bolek miał rację - to nie była pogoda na spacer. Wkrótce mżawka zmieniła się w deszczyk. 

Tosia znowu przymilała się, na rece pakowała by ją wnieść na górę. Łapki miała jednak tak brudne i mokre, że nie poddałam się. To co, że białe skarpetki pobrudzi? Boluś jakoś nie przejmował się. Obraziła się i została przy kępie iglaków. Siedziała na rogu i obserwowała nas. Figa jedyna zadowolona była z pogody - tarzała się na trawie. 

Bolek lustrował działki i pewnie szukał bardziej suchej, albo z lepszą pogodą.

Tosia nadal czekała. Miauczała chyba coś o katarze, albo przeziębieniu.

Trzeba było wracać i to szybko, bo padało już wyraźnie.

Na dole jeszcze wstąpiły posłuchać co w rzepaku piszczy.

Po kolacji Tosia nigdzie się nie wybierała. Czekała aż deszczyk ustanie, a może noc spędziła w altance.

Tagi: koty
17:43, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (8) »
sobota, 01 grudnia 2012
Wieści z Mazowsza.

Na działkach zimno, deszczowo, ale spacerujemy. Bolek i Tosia biegają jak szalone, bo w łapki zimno. Maluchy zaszyte gdzieś w swojej ciepłej sypialni, to samo sąsiedzi. Wychodzą tylko na posiłki - żadnego marnotrawienia energii bez potrzeby. Dwa dni z rzędu, tak zmarzłam, że po przyjściu do domu zawijałam się w koc i zasypiałam. Po drzemce inne zajęcia i nawet zdjęć z aparatu nie przeniosłam, ale przeniosę. Dzisiaj pewnie też bym tak zrobiła, ale nie uprzedzałam o przerwie na blogu, więc tylko gorąca herbata i to co znalazłam w poczcie. 

Na Mazowszu też zimno. Lusia odkryła ciepłe miejsce, ale wygodnie to tam nie jest.

W dalszym ciągu towarzyszy Zuzance przy posiłkach. 

Nabrała już lepszych manier i nie kradnie, tylko czeka na przekąskę - to codzienny obrazek.

Nadal zafascynowana jest wodą w wanience i kąpielą. 

Na razie myje tylko głowę i łapki- świeża fryzura jest bardzo ważna.

Wydawało się, że Lusia już niczym nie zaskoczy, a jednak.

Skończyło się śniadanie i Lusia koniecznie chciała sprawdzić co było podane. Jednym z dań były domowe śledzie - lekko marnowane, w oliwie z cebulką i żurawiną. Śledzie zostały zjedzone, ale została cebulka z żurawiną pachnąca śledziami. 

Lusia zjadła wszystko - dokładki niestety nie było.

Dało się zauważyć, że nawet jak je suchy pokarm, najpierw wybiera warzywne chrupki, a na końcu zjada mięsne.

17:35, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (18) »
środa, 28 listopada 2012
Koty jesiennie aktywne.

To lubię - oba koty w altance. Dawniej zawsze tak było, co jej to przeszkadzało?

Miałam ochotę iść zerknąć czy Czaruś wrócił, ale Tośka znowu się zatrzymała. Ona za płot pójdzie, a w tamtą stronę za żadne skarby świata. Coś w tym musi być - przecież nie jest zazdrosna o maluchy, ani się ich nie boi, ona musi się czegoś innego obawiać na tamtym terenie.

Bolek też się dziwnie zachował. Zatrzymał i usiadł tyłem do mnie - też woli do altanki wracać, aniżeli iść w tamtą stronę?



Tośka podeszła do słupka i pomyślałam, że po belce jednak pójdzie za mną - myliłam się. 

Ona dla mnie sztuczki pokazywała, by mnie przekupić i wymusić zmianę trasy - uległam.

Na początku, niezmiennie sprawdzenie studni (jak dobrze, że ją zakryliśmy). Potem w całą trojkę diabeł wstąpił. Napady, gonitwy, zawracanie i biegi. Niewiele z tego udało mi się złapać aparatem. Boluś nieco się zmęczył i przerwał zabawę odchodząc w głąb działek. Tosia szła markotna nieco. Humor jej się poprawił, kiedy zorientowała się, że bolek odwiedził tę przerwaną przed laty budowę altany. Szybko się znudziła i miała znowu ochotę wyjść za siatkę. Nie uśmiechało mi się to, więc szybko ruszyłam w drogę powrotną. Wiedziałam, że pójdą za mną.

Pierwszy ruszył do powrotu Bolek. Spotkałam Maksia z opiekunką i Boluś przemykał nieco bokiem. Tosia ostrożnie daleko w tyle. Na zakręcie Maksio Bolka zobaczył i nagadał mu do słuchu, za chodzenie po jego działce i zostawianie SMS-ów.



Plamka i Malinka już czekały na trawniku na swój katering.  

Tosia nadal trzymała się w bezpiecznej od Maksia odległości,

a Bolek poszedł na skróty przez działkę Danusi.

Tosia mnie wyprzedziła i pobiegła przodem. Do altanki jednak nie weszła - czekała w swoim ulubionym miejscu.

 

 ***

U Krysi z Klubu Kota Jasna 8

trafiłam na taki wpis


Antosia ... chociaż przeczytaj....


Choroba na którą choruje Antosia jest bardzo rzadka,
tak rzadka ,że najlepsi specjaliści w Polsce mieli mało podobnych przypadków.
Antosi grozi amputacja nóżek.
Pomóc może lekarz z USA dr Paley http://www.paleyinstitute.org/,
który miał 1200 przypadków i z powodzeniem leczy takie schorzenia jakie ma Antosia.
Dr Paley twierdzi, że postawi Antosię na nogi
i że będzie mogła nawet rekreacyjnie uprawiać sport. 

Operacja będzie bardzo droga.
Na zebranie pieniędzy jest niecały rok czasu.
Suma wynosi 300 000$.
Będzie trudno , ale myślę że trzeba dziewczynce pomóc.

Cytuję :
Zależy nam aby dotrzeć z historią tej cudownej dziewczynki do jak największej liczby ludzi, stąd prośba o JEDEN POST na blogu. To tak niewiele, a może pomóc. Wierzymy w to, że jeśli wiele osób wspomogłoby nas, nawet niewielką kwotą to uda się nam uratować Antosię przed amputacją.

www.AntoninaWieczorek.pl

 

Prosimy o JEDEN POST ....
17:07, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (14) »
wtorek, 27 listopada 2012
Bolek jesiennie aktywny.

Zadzwoniłam na Tosię i niemal natychmiast odpowiedziało mi miauknięcie. Wypatrywałam jej, ale nie mogłam zobaczyć. Znowu miauknęła i zaskrobało coś na brzozie. Okazało się, że to nie Tosia tylko Boluś. Wypatrywał jej z brzozy, chcąc wyśledzić trasę, którą przychodzi. Pogoda jednak mglista, widoczność słaba - zrezygnował, by oczu nie marnować na darmo.

Skoro Boluś jej nie widział, znaczyło, że idzie od strony gór - wyszliśmy jej na przeciw. Spotkaliśmy się na zakręcie w górę. 

Bolek był dziwnie pobudzony, biegał, symulował polowania, na dach altany wbiegł. Tosia to widziała, usiadła na ławce i demonstracyjnie odwrócila tyłem. Powinien z nią się bawić, a nie po kominach chodzić. Była jakaś gonitwa, ale może pod wpływem sygnału karetki jadącej obwodnicą.



Tosia czekała na krawężniku i nawet nie zauważyła, jak Bolek przemknął z tyłu - prosto na kompostownik.

Czegoś tam wypatrywał. Nawet Figa stanęła na dwóch łapach i zaglądała do środka, ale nic ciekawego tam nie było.

Zostawiłam go tam i wróciłam do Tosi. 

Pojawił się szybciej niż się spodziewałam. Jak zwykle za trzmieliną przeszedł, a Tosia za nim.

Z góry schodził Maksio. Na smyczy, ale lepiej było się ukryć i przeczekać. Bolek obserwował, a Tośka za nim w krzakach się ukryła.

Wyszły kolejno, kiedy Maksio przeszedł.

Nie był to dzień na spacerowanie - zimno, mglisto i wiatr. Doszliśmy do połowy szczytu i tam koty w iglakach zostawiłam - coś je bardzo zainteresowało. Wybiegły kiedy ja już na dole byłam i właśnie wracała karetka na sygnale - znowu szalony bieg, napad.

Przy naszej alei spotkaliśmy pieska. Ten piesek często pojawia się sam na działkach. Mieszka w budynkach, których dachy widać było w pierwszym filmiku. On nigdy nie przestaje się ruszać, zawsze przebiera łapkami i macha ogonkiem. Figa, a nawet koty zupełnie go lekceważą, a on je.



 

 

Tagi: koty
17:29, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 26 listopada 2012
Jak przetrwają zimę?

Buras nie cieszy się sympatią na działkach. Jest bardzo podobny do matki (Łatki) i rozpoznaję go dopiero po ogonie. Dziki, nieufny, ale zna moją altankę. Jest na działkach już trzy lata i chyba przetrwanie zim zawdzięcza między innymi pełnej misce Bolka. 

Przycinałam gałęzie drzew. Bolek zabawiał się u sąsiada. Nagle skierował się w moją stronę i szybko biegł do altanki - coś go wystraszyło. Rozejrzałam się i zobaczyłam Burasa. Poszedł na tyły altanki sąsiada i powoli zmierzał w stronę altanki Bolka.

Że jest to Buras, a nie Łatka zorientowałam się, kiedy zawrócił na mój widok. Zadziwiające, że ciągle chodzi właśnie tą trasą. Tędy przyprowadzała je w dzieciństwie matka. Potem przychodziły już same, trzy kocięta - został tylko Buras. Zawsze wiedziałam, kiedy nadchodzą, bo leżała tam szeleszcząca folia, po której musiały przejść. Zwykle sprawdzałam, czy będą miały co zjeść i dosypywałam suchego.

Poszłam zobaczyć, gdzie ukrył się Boluś. Nie ukrywał się - z zapałem pałaszował na stole suche. Najwidoczniej chciał się najeść na zapas, bo po wizycie Burasa mogła zostać pusta miska.

Po południu Danusia zaprowadziła mnie w okolice dwóch opuszczonych posesji. Ogrodzone, zamknięte, wejść nie można, a są tam koty. Podobno jest ich osiem. Pozostawione same sobie przez człowieka, który wyprowadzając się (przed trzema miesiącami) do innego miasta, zostawił bez opieki jeszcze dwa psy. Jeden był uwiązany na łańcuchu. Psy już zabrane, ale przeżyły tylko dzięki sąsiadowi i paniom, które odkryły je podczas chodzenia z kijkami. Kiedy wypatrzyły małe kocięta, zaczęły już chodzić tam systematycznie z jedzeniem. Koty wychodzą, jak tylko usłyszą znajome stukanie kijkami. 

Na nasze spotkanie wyszły tylko dwa. 

Ten maluch jest przepiękny. Na zdjęciu wyszedł jasno rudy, ale jest ciemny, bursztynowy z czarnymi plamkami - cudo.

Przyniosłyśmy im suche i trochę puszkowego. Przepchnęłam przez szparę pod furtką, bo podwójna, gęsta siatka i wysokie ogrodzenie uniemożliwiają położenie pojemnika z jedzeniem. Cały wieczór myślałam o bezmyślności człowieka, który dopuścił do ich rozmnożenia, a potem zostawił na pastwę losu. Dobrze, że te psy zabrane. 


***

Teraz coś wesołego.

Jest nagroda do wygrania - zestaw papieru do scrapbookingu. 

Zainteresowanych zapraszam na Candy do 

Abigail



Tagi: koty
17:17, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (12) »
niedziela, 25 listopada 2012
Czaruś przepadł.

Dzisiaj spotkałam panią Alę - potwierdziła, że Czaruś się nie pokazuje. Wcześniej Danusia rozmawiała z ich drugim opiekunem - potwierdził. Mało prawdopodobne by ktoś go złapał i zabrał do domu, jest najbardziej nieufny z rodzeństwa, ale może jednak...

Jak obiecałam, relacja ze środowego spotkania z maluchami. Poszłam oczywiście z jedzeniem, ale nie nakarmić je, a poczęstować na przywitanie. Te koty karmione są dobrze i to głównie mięsem - mają dobre układy z pewną restauracją i stałe dostawy. Pani Ala dokłada swoje i jeszcze trzecia działka też podrzuca. Jak przyjdzie się przed ich personelem, to głodne, ale zwykle to Śmiałek bo on ma cztery żołądki. Tym razem Figa znowu ukradła torebkę z suchym.



Bolek przeszedł ich działkę niezauważony. Kiedy jednak wszedł do pani Ali, zauważył go Nieśmiałek, który najmniej zainteresowany był jedzeniem. Poszedł w stronę Bolka, za nim Czaruś, a w końcu i Śmiałek. Bolek zadowolony nie był z tej inwigilacji, czemu dał wyraz, ale do łapoczynów nie doszło, bo to nie w stylu Bolka.  Śmiałek chyba ma jakieś układy z Figą, bo zawrócił w pewnym momencie na konsultację z nią, a po chwili pogonił Nieśmiałka - pewnie mieli śledzić na zmianę, by Bolek się nie zorientował. Boluś kluczył, poszedł w przeciwnym kierunku, ale ogona nie zgubił. Przebiegłe maluchy udawały, że się bawią, ale z oczu go nie spuszczały. Śmiałek użył nawet fortelu i pobiegł przodem przez ostatnią działkę. Tam z wysokości kompostownika wypatrzył Tosię czekającą na krawężniku za następną aleją. Przy niej nie miał odwagi na dalsze śledzenie - zawrócił.



Dzisiaj też tam byłam. Czaruś nie pokazał się niestety.

Za siatką wypatrzyłam Bidulę. To chyba jej teren polowań, bo właśnie na tej łące najczęściej ją widać. Wiało okropnie, a ona tam skulona leżała w trawie. Dokładnie naprzeciw miejsca, gdzie na alei dobry człowiek zostawia czasem jedzenie. Już ją kiedyś spotkałam jedzącą właśnie tam. Dzisiaj nic nie zostawił, ale czekała. 

Zostawiłam trochę chrupek i surowej wątróbki - powinna poczuć i przyjść. To nie jest dobre miejsce, bo ktoś złośliwy może trutkę dosypać. Pewniej by było z drugiej strony siatki, skoro już tak liczy na tę stołówkę. Jest tak nieufna, że strach pomyśleć co będzie zimą. Zna nasze działki, tam na kompostowniku czeka na nią jedzenie, dach nad głową. Za moją budką na narzędzia, pod daszkiem leży koc - kolejne przytulisko dla bezdomnych.

Tagi: kot
18:32, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (19) »
sobota, 24 listopada 2012
Smutno mi.

Czaruś to zupełnie obcy kot, nie mój, nawet nie sąsiad, a jednak znajomy. Chodzę do nich co drugi dzień, by nie robić przykrości Tosi. Wczoraj przed ich aleją zorientowałam się, że zapomniałam jedzenia, więc nie chciałam się pokazywać. Zawróciłam, potem miałam telefon i już nie poszłam do kociąt. Ostatnio byłam u maluchów w środę. Były wszystkie. Dzisiaj były tylko dwa - głodne bardzo. Czarusia nie było. A z wpisów w komentarzach, wiem, że nie było go już dwa ostatnie dni. Mam nadzieję, że ktoś zabrał go do domu, ale smutno mi.

Relacja z wizyty jutro, bo znowu zaszalałam w tym tygodniu z fotkami i dodatkowe miejsce dostanę w poniedziałek. Muszę zrobić filmik.

Dzisiaj Plamka i Malinka. 

Kiedy przychodzę na działkę, zwykle zastaję je na kompostowniku. To chyba kocia opieka społeczna. Przychodzą skontrolować, czy bezdomni mają jedzenie, a potem sprawdzają czy jest dobre, odpowiednio kaloryczne i smaczne. Piegusek jak nawet siedzi z nimi, to od razu zeskakuje na trawnik. Głupio mu tak ostentacyjnie kontrolować, czy spełniam swoje obowiązki - taktowny bardzo.

Plamka i Malinka udają, że tylko zobaczyć mnie przyszły i pozować do zdjęć, 

bo o konkursach słyszały, a o kotach na śmietniku jeszcze nie było.

Sprawdzam czy w miskach coś jest. Do niedawna sypałam trochę kontrolerom, ale już z tym skończyłam, bo zaufania do mnie nie miały. Zjadały, akceptowały, a kiedy po spacerze zostawiałam właściwą porcję dla bezdomnych, znowu przychodziły sprawdzać czy dałam to samo, czy nie oszukuję. Daję dopiero przed odejściem do domu - jest tylko jedna kontrola smakowa. Czasem nie sprawdzają, bo akurat przyjdzie ich personel i już im się w brzuchach nie mieści i najedzone smaku nie mają.

Tym razem kontrola się odbyła.

Malinka zaakceptowała i odchodziła.

Plamka jeszcze sprawdzała, więc poszłam po dokładkę. 

Dosypałam i znowu obie musiały sprawdzić. Nie czekałam, fotek już nie robiłam, ale liczę na to, że coś zostawiły, a jak nie to Danusia pewnie sypnie.  

Tagi: koty
20:36, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (14) »
piątek, 23 listopada 2012
Tosia u kociaków.

Poprzedniego dnia spacer Tosię ominął z jej winy, bo trasę zmieniła. Doszła do wniosku, że znowu ją ominie, jeżeli nie pójdzie z nami, a szliśmy do kociaków. 

Obiecała Bolkowi, że tym razem dotrzyma nam towarzystwa.

Dzielnie szła krawężnikiem na spotkanie z niesfornymi malcami.

Bolek, który poszedł skrótem, na wszelki wypadek obserwował ją, czy słowa danego nie złamie w ostatniej chwili.

Figa była gotowa nawet siłą ją przyprowadzić.

Kociaki siedziały jak zwykle pod ławką, a na rekonesans wysłały Czarusia - niech się wykazuje i nie trzyma ciągle z tyłu.

Na odgłos wybieranych chrupek natychmiast ruszył do furtki Śmiałek. 

Malutkimi porcjami sprawdzam czy są głodne - nie były. Jakaś dobra dusza musiała mnie uprzedzić. Nie jadły, a jednak do furtki podeszły by się przywitać. Są trzy, a jednak tęsknią za ludźmi, a może o Figę chodzi?

Pojawiła się Tosia. Koniecznie musiała jednak wcześniej sprawdzić coś na działce po drugiej stronie. Bolek poszedł w stronę Nieśmiałka, by go trochę ośmielić. No i udało mu się, bo maluch pobiegł za nim. Dołączył do niego Czaruś i Bolka o coś prosić zaczęły - zdenerwował się. Coś im syknął i szybko opuścił działkę.

Na alei pojawiła się obca kobieta i nieco wszystkie koty spłoszyła. Szybko jednak wróciły do tego co planowały. Śmiałek wypatrzył Tosię. Nie podsłuchiwałam, ale wydaje mi się, że konwersacja nie przebiegła w uprzejmym tonie. Wolał przenieść się w bezpieczniejsze miejsce - dalej od Tośki, a bliżej Figi. Śmiałek nie zraził się i Tosię śledził. Zrezygnował na widok chrupek. (Ktoś jednak zjadł większą porcję). Przy okazji montowania tego filmiku, zauważyłam, że Śmiałek ciągle wylizuje się pod ogonem. Jak do tego dodamy pękaty brzuszek, jasne jest, że zarobaczony.

Tosia chyba żałowała, że dała się Bolkowi namówić na te odwiedziny, a Bolek chyba żal miał do Tosi za nieuprzejme potraktowanie Śmiałka, bo wracali osobno. Przy kolacji pogodzili się.



 

Tagi: koty
19:39, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 listopada 2012
Poszukiwania.

Tosia nie przyszła na kolację. Poszliśmy po nią przekonani, że spotkamy ją po drodze,

a w najgorszym przypadku, Boluś ją obudzi.

Bolek poszedł w stronę wejścia do altanki, ale wrócił sam. Weszłam na działkę, postukałam w dach altanki i zawołałam - nie odezwała się i nie wyszła.

Pomyślałam, że za płot się wybrała, do tego pana który ją dokarmia i kleszcze (niefortunnie) wyciągał. Na placu tliło się ognisko, ale nikogo już tam nie było - Tosi też.

W tym czasie Boluś działkami szedł i pod każdy krzak zaglądał, bo może Tośki głupie dowcipy się trzymają. 

Dochodziliśmy do końca alei, a ja co parę metrów za siatkę zerkałam i sprawdzałam, czy nie leży ranna na poboczu.

Wołałam, nasłuchiwałam, bo ona zawsze się odzywa i wypatrywałam, bo może właśnie skoncentrowana nad mysią norą siedzi - nic z tego.

Boluś uparcie przeszykiwał krzaki z jednej strony, a Figa z drugiej.

Spoglądał zatroskany i pytał wzrokiem "gdzie jeszcze nie zaglądaliśmy?"

Wszystko przeszukał, tylko liści nie rozgarniał.

Wróciliśmy na naszą działkę, a na trawniku powitała nas Tosia.

Wiedziała, że spacer ją minął, bo znowu trasę zmieniła - kiedy ona skończy z tą konspiracją?

Do altanki nie wbiegła, czekała przy oczku. Był to znak, że altankę niedawno opuścił jakiś obcy i zostawił swój zapach.

Figa też była tego zdania, bo pierwsza do altanki wbiegła - sprawdziła wszystko i koty spokojnie weszły. Kolację zjadły bez syków i wymówek - pełna kultura.

Tagi: kot
18:28, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (8) »
środa, 21 listopada 2012
Z wizytą.

Tosia przed spacerem zostawiła wiadomość na działce Danusi. Całkiem możliwe, że było to takie przypomnienie dla Bandy Trojga, że to ciągle jej teren, ale mogą na nim przebywać - jednym słowem przedłużenie umowy dzierżawy na rok następny.

Na końcu alei nawet się nie zatrzymała, tylko pędem na działkę bokserki Bery wpadła, licząc na to, że pójdziemy jej śladem. Innego zdania był Bolek. Zatrzymał się i czekał, w którą stronę skręcę, by darmo nie chodzić.

Stęskniłam się za maluchami i nie zważając na Tosi dąsy, ruszyłam w ich kierunku. Na nasze spotkanie, z "zaklętej działki" wybiegł piesek. Radosny bardzo, ale Figa go zlekceważyła. Po chwili dowiedziałam się, że piesek wpadł wcześniej na działkę pani Ali - wystraszył kocięta i wyjadł im wszystkie chrupki. Czaruś jeszcze siedział przerażony na czubku drzewa, a Śmiałek z Nieśmiałkiem na dalszych działkach.

 spotkanie

Boluś w tym czasie poszedł do oczka wodnego. Wypatrzył go Nieśmiałek i powoli, skradając się, zmierzał w jego kierunku.

Pojawił się Śmiałek, który ostatnio bardziej zainteresowany jest tym, co przyniosłam. Patrzył na mnie i czekał.

No i doczekał się. Fidze też parę dałam dla zasady.

Chyba obecność Figi, dużo większej od obcego pieska i godnej zaufania, ośmieliła Czarusia do opuszczenia drzewa. Nasypałam mu chrupek i jeszcze dokładkę Śmiałkowi, bo zdążył zjeść.

Nieśmiałek dalej hipnotyzował Bolka.

Czaruś swoje chrupki powąchał, ale nie ruszył. Czekał, aż Śmiałek zje swoje i czy nie będzie miał ochoty na więcej. Jak tak, to on mu chętnie swoją porcję odstąpi. No bo nie sądzę, że to Śmiałek wprowadził taki rygor i tak koty wytresował, że bez jego zgody jedzenia nie ruszą - to nie jest zły chłopak.

Nie czekałam na dalszy rozwój wypadków, bo Tosia nie przyszła za nami - musiałam iść do niej, bo jej przykro będzie.

Piesek wybiegł na pożegnanie, czym Bolka zmusił do przyśpieszenia kroku.

Tosia czekała na działce bokserki Bery. Przepraszała, że nie poszła z nami, ale wydawało jej się, że tam jest wielki, zły pies.

Tagi: kot
17:54, darmozjady , na czasie
Link Komentarze (10) »
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30