Wspomnienia i aktualne wydarzenia związane z naszymi zwierzakami - obecnymi oraz tymi, które odeszły. O tym ile radości mogą dać sierściuchy - koty i psy.
Kategorie: Wszystkie | na czasie | wspomnienia
RSS
sobota, 28 lutego 2009
Sąsiedzi.
Na działce jest osobna budka na narzędzia. Z jednej strony ma wypuszczony dach, pod którym trzymam drewno na grill. Okazało się, że na drewnie zimują obce koty: łaciaty i bury. Te same, które kiedyś zastałam w altance.
Zaginięcia...
Od czasu do czasu zdarzało nam się zgubić Kreskę. Rozpoczynaliśmy wówczas poszukiwania na szeroko zakrojoną skalę i zawsze okazywało się, że jest ona w miejscu, w którym ostatnio ją widzieliśmy. Kresia w takich wypadkach nie szukała drogi do domu, spokojnie czekała - jak mnie zostawiliście to teraz mnie odbierzcie.
piątek, 27 lutego 2009
Ciche dni...
Jeszcze trzy dni temu między Tosią i Bolkiem nie było żadnych animozji. Spały razem w cieplutkiej sypialni „na antresoli”, jadły razem, piły z jednej miski, jak to w kulturalnej rodzinie. Od trzech dni sytuacja jest, co najmniej dziwna. Tosia jak zwykle wybiega na spotkanie człowieka odpowiedzialnego za dostawę prowiantu. Zmęczony (jak każdy chłop) Bolek, czeka na miękkim parapecie okiennym i patrzy w okno (telewizora jeszcze się nie dorobiły).
Ambitny pies.
Nadszedł czas oddania Hipcia w dobre ręce – o sprzedaży nie było mowy, bo to członek rodziny a poza tym był bezcenny. Kiedy u dziadków powiedzieliśmy, że następnego dnia oddajemy Hipcia, dziadek nieopatrznie zażartował, aby oddać Kreskę, a szczeniaka zostawić. Kresia to słyszała. Sama skora do dowcipów, dziadkowi tego żartu nie wybaczyła przez parę lat.
czwartek, 26 lutego 2009
Koty chodzą swoimi drogami.
W ciepłe, słoneczne dni Bolek i Tosia wylegiwały się na zasłonie w pergoli. Traktują ją jak hamak, więc zostawiłam na zimę. Teraz nazbierało się tam liści i śniegu. Dzisiaj postanowiły sprawdzić jak tam jest. Koty mają swoje metody na dostanie się na zasłonę.
Pies w ogródku
Pojechaliśmy na działkę dziadków zrywać węgierki. Oczywiście pojechała z nami Kreska i jej synek. Kreska od razu zabrała się za kopanie dołu – to obowiązkowe zajęcie jamnika na działce. Hipcio zapoznawał się z otoczeniem.
środa, 25 lutego 2009
Urojona ciąża.
Zapomniałam napisać skąd wziął się Hipcio, oto jego historia: Kreska znowu utyła i dostała pokarmu. Pojechaliśmy do weterynarza, gdzie badało ją trzech lekarzy. Diagnoza brzmiała „kolejna urojona ciąża, należy spalać pokarm”.
Pies pod sklepem...
Byłyśmy z Figą na kontroli u lekarza. Jest coraz lepiej, ale nadal konieczne jest aplikowanie maści. Pani doktor tylko ją obejrzała, nic nie bolało. Figa była dzielna. Nadal obrażona, nie przyjęła suszonej wątróbki, demonstracyjnie odwracając głowę. Mimo to dostała w prezencie całą garść „na wynos”. Upomniała się o smakołyk zaraz po wyjściu z przychodni. Zjadła z apetytem.
Hipcio.

zimą

latem

Szczeniaczek Kreski, rósł w zawrotnym tempie, rozpieszczany jak każdy jedynak. Jak nie leżał na kolanach to psocił ile się dało. Na wszystko mu pozwalaliśmy, wychowanie pozostawiając przyszłym opiekunom. Nawet za zniszczenie książki z biblioteki nie oberwał bury, bo w końcu to była nasza wina, że miał do niej dostęp. Oczywiście spał z nami, najlepiej mu było na szyi pod brodą któregoś z nas.
Jak każdy jamnik, koniecznie chciał trzepać uszami, jak jego matka, niestety nic mu z tego nie wychodziło. Każda próba szybkiego zamachu łepkiem, kończyła się przewróceniem. Pewnego wieczora wyczyściłam mu dokładnie uszy, Hipcio po tym zabiegu odruchowo otrzepał się. O dziwo bez przewrotki na plecy. Chodził i co chwilę trzepał uszami, a ja martwiłam się, że niechcący zrobiłam mu jakąś krzywdę. Jak się okazało, była to tylko radość z nabycia nowej umiejętności i popisywanie się.

 

wtorek, 24 lutego 2009
Koty się nudzą.
Dla kota działkowego, jedzenie tylko puszek i suchego pokarmu to kara za niepopełnione winy. Bolkowi i Tosi marzy się dziczyzna. Tosia przypomniała sobie miejsce, w którym złapała swoją pierwszą mysz (i chyba jedyną). Tamtą też złapał Bolek i przyniósł „do domu”, aby poćwiczyć refleks (niektórzy myślą, że po to by dręczyć). Mysz mu zwiała wykonując desperacki skok do oczka wodnego. Przepłynęła na konar leżący w wodzie.Tam wypatrzyła ją i złapała Tosia, znająca teren (już się tam przypadkiem skąpała). Konar był m.in. właśnie dla kotów zażywających przymusowej kąpieli.
Teraz koty przypomniały sobie to miejsce i szukają na zamarzniętym oczku wodnym. Może jakaś mysz się trafi, albo zaskroniec.
 
oczko wodne w lutym
 
oczko wodne w marcu
 
oczko wodne w kwietniu
 
 
tutaj malutka Tosia, pokazała jak się pływa "kotkiem"
 
09:17, darmozjady , na czasie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Luty 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28